Change language
 
 
Przemówienia

"UE i PE po wejściu w życie Traktatu z Lizbony a partnerstwo transatlantyckie" - przemówienie profesora Jerzego Buzka, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, na Uniwersytecie Columbia

Nowy Jork -
piątek, 30 kwiecień 2010

Szanowni Wykładowcy!
Szanowni Studenci!
Ekscelencje!
Drodzy Przyjaciele!

Gdy patrzę wstecz na moje życie, czasem muszę sobie przypomnieć tę drogę, którą przebyliśmy w Europie Środkowej i Wschodniej, aby tu dotrzeć.  

Niektórzy z Państwa być może wiedzą, że moim prawdziwym powołaniem była nauka i badania akademickie. Jestem inżynierem, nie politologiem. Nauki polityczne pojawiły się w moim życiu później, moją pasją była zaś zawsze wiedza i przekazywanie jej młodszym pokoleniom.

Wzrastałem w systemie politycznym, w którym cenzurowano sztukę, zafałszowywano historię, a polityka miała tylko jeden kolor. Wybrałem naukę, ponieważ nawet komuniści musieli zaakceptować żelazne zasady matematyki.

Jeden z największych prezydentów Stanów Zjednoczonych, Abraham Lincoln, powiedział kiedyś: "Można oszukiwać niektórych ludzi przez cały czas i wszystkich ludzi przez jakiś czas, ale nie można oszukiwać wszystkich przez cały czas".

Reżim komunistyczny próbował oszukiwać wszystkich obywateli przez cały czas, zapomniano jednak o tym, że wolność, sprawiedliwość, prawa człowieka, godność i solidarność zawsze pokonają kłamstwo.

Wraz z przystąpieniem dziesięciu nowych państw do Unii Europejskiej w 2004 r. oraz Rumunii i Bułgarii w 2007 r., zjednoczyliśmy na nowo nasz kontynent, a co ważniejsze pojednaliśmy się ze sobą w Europie.

Dziś żyjemy w innej Unii Europejskiej, w Unii, w której przewodniczący Parlamentu Europejskiego pochodzi z kraju, który nie tak dawno temu uwięziłby go za wolność słowa i prawdopodobnie nie wydałby mu paszportu niezbędnego do przyjazdu na ten uniwersytet!


Drodzy Przyjaciele!

Nowa administracja Baracka Obamy działa już od ponad roku, mamy także nowo wybrany Parlament Europejski, nowych członków Komisji i innych organów. W związku z tym uważam, że jest to dobry moment, aby zastanowić się nad naszym partnerstwem euroatlantyckim.

Po pierwsze chciałbym powiedzieć kilka słów o Parlamencie Europejskim. Przez ostatnie ćwierć wieku Parlament zyskiwał na znaczeniu, a Traktat z Lizbony nadaje jego uprawnieniom jeszcze większe znaczenie.

Już od wielu lat w większości standardowych obszarów stanowienia prawa - takich jak transport, środowisko naturalne, zatrudnienie, wspólny rynek, polityka rozwoju oraz prawo własności intelektualnej - Parlament miał takie same uprawnienia jak Rada Ministrów Unii Europejskiej. Od wielu lat posiada prawo weta wobec prawa UE.

Dziś dzięki Lizbonie w procesie stanowienia prawa w zakresie rolnictwa, międzynarodowej polityki handlowej, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych mamy takie same uprawnienia jak Rada. Prawie wszystkie porozumienia międzynarodowe, w tym umowy handlowe, wymagają obecnie zgody Parlamentu. Mieliśmy już okazję obserwować skutki tej procedury w przypadku umowy ws. SWIFT, którą Parlament Europejski odrzucił w lutym tego roku.

W konsekwencji, tak jak w Stanach Zjednoczonych, mamy obecnie niższą i wyższą izbę - Radę Ministrów i Parlament Europejski - w ramach wspólnej procedury legislacyjnej.


Szanowni Koledzy!

Co chcemy dziś osiągnąć w rozszerzonej Unii Europejskiej opierającej się na nowym systemie politycznym dzięki sile Europy i Stanów Zjednoczonych?

Traktat z Lizbony pomoże Europie w lepszej koordynacji jej strategii politycznych zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych i miejmy nadzieję pomoże zarówno Europie, jak i Stanom Zjednoczonym w wypracowaniu nowych metod kontaktu z resztą świata.

Według mnie zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone potrzebują nowej formy światowego zarządzania. Musimy zmodernizować wielostronność - jak to ujął mój przyjaciel Bob Zoellick. Właśnie o tym mówiłem przez ostatnie kilka dni w Waszyngtonie.

W drugim dziesięcioleciu XXI wieku względna potęga zarówno Europy, jak i Stanów Zjednoczonych - oraz reszty zachodniej cywilizacji maleje. Według szacunków do roku 2025 produkcja krajów OECD będzie stanowić tylko 40% światowej produkcji, w porównaniu z 55% w 2000 r. Udział Azji w tej produkcji zwiększy się do 38%, będzie więc praktycznie równy udziałowi OECD.

Trudna do zaakceptowania prawda to fakt, że bez zjednoczenia Zachodu nie będziemy już w stanie bronić naszych interesów i wartości. Nawet kiedy dojdzie do tego zjednoczenia, nie będziemy już w stanie samotnie stawiać czoła głównym międzynarodowym wyzwaniom.

Musimy współpracować ze sobą, lecz również z pozostałymi partnerami na całym świecie. Nasza współzależność może i powinna nas wzmocnić i nie należy jej postrzegać jako zagrożenia, lecz jako szansę.

Musimy wykorzystać partnerstwo euroatlantyckie, by zmienić sposób sprawowania rządów na świecie. Stany Zjednoczone i Europa mogą i powinny objąć wiodącą rolę podczas określania zasad i definiowania struktur nowego wielobiegunowego, wielostronnego świata.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę z trudnych wyzwań, przed którymi dziś stajemy - z niepewności gospodarczej, braku niezależności energetycznej, zmian klimatu, migracji i oczywiście terroryzmu. Wspólne działania w tych obszarach mają zasadnicze znaczenie.

A zajmując się tymi zagadnieniami, winniśmy znaleźć możliwości angażowania Rosji, Chin, Indii, Brazylii i innych nowych potęg regionalnych. Państwa te muszą mieć poczucie przynależności, ponieważ one również uczestniczą w zarządzaniu na świecie.

Często przytaczam drobny przykład, przykład walki z piractwem w Zatoce Adeńskiej. Po raz pierwszy chińskie statki wojenne działają burta w burtę ze statkami rosyjskimi, amerykańskimi, europejskimi i południowokoreańskimi. Dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ piraci stanowią zagrożenie dla 30 000 statków, które korzystają z tego szlaku. Statki te płyną do Europy i Azji.

I właśnie w takim świecie Ameryka i Europa winny stać się osią światowej stabilności i oświeconych wartości. W Europie zaobserwować można najlepiej działające demokracje na świecie. Uważam, że powinniśmy wykorzystać to partnerstwo do stworzenia właściwych strategii politycznych i powołania odpowiednich instytucji na skalę światową.

To my odpowiadamy za 60% światowego PKB. Reszta przyjdzie, jeśli będziemy posiadać odpowiednie strategie polityczne. Jeżeli nie powiedzie się nam współpraca, XXI wiek będzie dla nas wszystkich wiekiem braku bezpieczeństwa i stabilności.

Przede wszystkim wierzę, że szczególny model, na którym opiera się UE, polegający na częściowym zrzeczeniu się suwerenności - promowaniu wspólnej solidarności i wspólnej odpowiedzialności - działa znakomicie i może być przykładem dla reszty świata.


Szanowni Koledzy!

Musimy jednak wyjść poza ten schemat myślenia.

W przyszłym tygodniu będziemy obchodzić 60. rocznicę ogłoszenia Deklaracji Schumana, kiedy to sześć krajów zrzekło się suwerenności w zakresie węgla i stali, eliminując praktycznie możliwość wybuchu wojny między nimi i tworząc podwaliny dzisiejszej UE.

Robert Schuman powiedział, że "Europa nie powstanie natychmiast, czy też w oparciu o jeden plan. Będzie powstawać w drodze konkretnych osiągnięć, które najpierw przyczynią się do powstania rzeczywistej solidarności."  Miał rację.

Nasze stosunki euroatlantyckie potrzebują również konkretnych sukcesów. Przyszedł już czas, byśmy pomyśleli o prawdziwym transatlantyckim wolnym rynku, tak by Ocean Atlantycki stał się morzem wewnętrznym, mare nostrum, pomiędzy Ameryką a Europą.

Nasze stosunki handlowe przebiegają już w 95% bez problemu, przestrzegamy nawzajem swoich przepisów, regulacji celnych i ustaw. Nasi prawodawcy i przedstawiciele władzy wykonawczej nieustannie rozmawiają i negocjują ze sobą.

Czas stworzyć przestrzeń wolności, tak by 800 milionów ludzi mogło skorzystać na naszych stosunkach. Przestrzeń opartą na czterech wolnościach, które wyznajemy w Europie - swobodnym przepływie ludzi, towarów, usług i kapitału.

Jestem przekonany, że to właśnie powinien być kolejny krok w rozwoju naszego partnerstwa. Jest to marzenie, jednak to od Państwa, od nowego pokolenia Europejczyków i Amerykanów, zależy jego urzeczywistnienie.

Dziękuję za uwagę.