Udostępnij tę stronę: 

Mady Delvaux 

Posłowie wezwali do wprowadzenia ram prawnych w dziedzinie robotyki. Od dronów po roboty medyczne - w obrocie znaduje się obecnie ponad 1,7 mln na całym świecie. Posłowie proponują, by robotom przyznać status prawny, by mogły być odpowiedzialne za swoje działania, oraz, by ustanowić definicje i zasady interakcji robotów z ludźmi. W styczniu br. propozycjach rozmawialiśmy ze sprawozdawczynią Mady Delvaux (S&D, Luksemburg). Głosowanie plenarne w czwartek.

Jakich robotów dotyczą propozycje posłów? Czy mogłaby Pani podać przykłady?


Nie mówimy o broni. Nasza definicja robotów obejmuje roboty posiadające formę fizyczną, wyposażone w czujniki i połączone z otoczeniem w taki sposób, że mogą wymieniać dane. Kolejna generacja będzie obejmować roboty coraz bardziej zdolne do samokształcenia. Chodzi na przykład o samosterujące auta, drony, roboty medyczne, roboty do opieki, roboty przemysłowe, zabawki, roboty rolnicze, walce z pożarami...


W swoim sprawozdaniu mierzy się Pani z kwestią przyznania statusu prawnego robotom, pewnego rodzaju elektronicznej osobowości. Co mogłoby to oznaczać w praktyce?


Kiedy pojawią się samokształcące się roboty, konieczne staną się różnorodne rozwiązania - zwracamy się do Komisji Europejskiej, by to zbadała. Jednym z rozwiązań może być „e-osobowość” robotów, przynamniej tam, gdzie chodzi o odszkodowania. To podobny mechanizm jak w przypadku przedsiębiorstw, ale to kwestia, która może poczekać. Obecnie potrzebne są ramy prawne dla robotów, które już teraz są na rynku albo pojawią się na nim w najbliższych 10-15 latach.


Zatem kto powinien odpowiadać za szkodę? Właściciel, producent, projektant czy programista?


Mamy dwa rozwiązania. Zgodnie z zasadą całkowitej odpowiedzialności, za szkodę powinien odpowiadać producent, bo to on ma największe możliwości ograniczenia szkód. Producent może jednak obciążyć odpowiedzialnością swoich dostawców. Innym rozwiązaniem jest podejście oparte na ocenie ryzyka, zgodnie z którym (przed wprowadzeniem robota do obrotu - red.) powinny zostać przeprowadzone odpowiednie testy, a odszkodowanie powinno być dzielone przez wszystkich zainteresowanych. Proponujemy także obowiązkowe ubezpieczenie, przynamniej dla dużych robotów.


Wspomina Pani także, że pewne osoby mogą uzależnić się emocjonalnie od robotów, które się nimi opiekują. W jaki sposób można temu zapobiec?


Musimy powtarzać, że roboty nie są i nigdy nie będą ludźmi. Mogą okazać empatię, ale nie mogą jej czuć. Nie chcemy robotów takich jak japońskie, które wyglądają jak ludzie. Proponujemy kartę (kodeks postępowania etycznego w dziedzinie robotyki - red.) wymagającą, by roboty nie powodowały zależności emocjonalnej.


Dlaczego Parlament zajmuje się tą sprawą?


Po pierwsze ustanowilibyśmy wspólne europejskie zasady i wspólne ramy prawne zanim poszczególne państwa członkowskie wdrożą swoje własne przepisy w tym zakresie. Standaryzacja leży także w interesie europejskiego rynku robotów, który radzi sobie dobrze - jeśli chcemy pozostać liderami, potrzebujemy wspólnych europejskich zasad. Jeśli chodzi o odpowiedzialność, to konsumenci muszą być pewni, że przysługują im prawa w przypadku szkody. Dużym wyzwaniem jest kwestia bezpieczeństwa i ochrony danych. Roboty nie mogą funkcjonować bez wymiany danych - kto miałby dostęp do tych informacji?


Są osoby, które obawiają się, że rosnące znaczenie robotów spowoduje utratę miejsc pracy. Zwolennicy robotów twierdzą z kolei, że przyczynią się do wzrostu zatrudnienia. Pojawiają się też głosy, że roboty stworzą miejsca pracy dla wysoko wykwalifikowanych pracowników, a pozbawią pracy osoby wykonując proste prace.


Myślę, że to największe wyzwanie społeczne i edukacyjne. Nie wiemy, co się wydarzy. Uważam, że prace niewymagające wysokich kwalifikacji pozostaną na rynku. Prosimy Komisję o to, by przyjrzała się, jakie rodzaje zadań mogą zostać przejęte przez roboty. Musimy monitorować zmiany, by móc przygotować się na ewentualne scenariusze.

W moim sprawozdaniu znajduje się też kontrowersyjny punkt - w związku z możliwym wpływem robotyki na rynek pracy należy rozważyć wprowadzenie podstawowego wynagrodzenia bazowego. Kompetencje w tym zakresie mają państwa członkowskie.


Wywiad opublikowano 12 stycznia 2017 roku.