Udostępnij tę stronę: 

Parlament Europejski zastanawia się, w jaki sposób może ograniczyć powszechność nieprawdziwych informacji w internecie. Czytaj dalej i obejrzyj wideo z debaty, żeby poznać szczegóły.

Za angielskim wyrażeniem fake news kryją się umyślnie sfabrykowane wiadomości (zakłamane lub zmyślone), nie poparte faktami, które mają na celu manipulowanie odbiorcami. Dzięki internetowi mogą rozprzestrzeniać się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Prawie połowa obywateli UE uzyskuje wiadomości z mediów społecznościowych, ale na każdych dziesięć przekazanych dalej artykułów tylko cztery są wcześniej czytane przez udostępniających.

Poza tym w dyskursie publicznym pojawia się coraz częściej określenie post-prawda - słowo roku 2016 według wydawcy oksfordzkich słowników języka angielska. Post-prawda "odnosi się do lub oznacza okoliczności, w których obiektywne fakty tracą na znaczeniu w kształtowaniu opinii publicznej na rzecz argumentów dotyczących się emocji i osobistych przekonań”.

Fake news czy post-prawda to zjawiska, które występowały od dawna, ale zyskały na znaczeniu w dobie mediów społecznościowych i wykorzystywanych w nich narzędziach do rozpowszechniania i personalizowania wiadomości. W ostatnich trzech miesiącach kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych najbardziej popularne fake news (np. informacja o poparciu udzielonym przez papieża  Franciszka Donaldowi Trumpowi) cieszyły się większym zainteresowaniem użytkowników Facebooka niż prawdziwe informacje.

Od polityki do dużych pieniędzy

Nieprawdziwe informacje rozpowszechniane są z różnych powodów. Niektóre, dzięki chwytliwym tytułom, służą zwiększeniu liczby odwiedzin danej strony internetowej i zwiększeniu jej dochodów. Inne tworzone są po to, żeby manipulować opiniami czytelników. Służą oczernianiu politycznych przeciwników i są wykorzystywane przez państwa (np. Rosja stosowała dezinformację w wojnie hybrydowej na Ukrainie) i osoby prywatne (np. specjalistów od marketingu politycznego).

Co może zrobić Unia Europejska?

Debata plenarna, która odbyła się w środę, 5 kwietnia, pokazała, że w PE nie ma zgody co do tego, jak należy zwalczać problem rozprzestrzeniania się w internecie mowy nienawiści i fałszywych informacji. Część posłów uważa, że powinniśmy polegać na wewnętrznych regulacjach właścicieli portali społecznościowych, część opowiada się za wykorzystaniem środków prawnych, w tym stosowaniem kar finansowych. Jeszcze inni są kategorycznie przeciwni takim działaniom i postrzegają je jako zamach na wolność słowa w internecie.

„Jeśli naszym celem jest zapewnienie funkcjonowania rządów prawa w internecie, to cenzura nie jest rozwiązaniem” - stwierdziła Marietje Schaake (ALDE, Holandia), ale zaznaczyła również, że "sytuacja, w której to Dolina Krzemowa albo Mark Zuckerberg są architektami naszej rzeczywistości i prawdy" jej nie zadowala.

„Kto decyduje, co jest mową nienawiści?” - pytał Andrew Lewer (EKR, Wielka Brytania) i przestrzegał: „Choć podjęcie walki przeciw mowie nienawiści brzmi chwalebnie, to bez należytej ostrożności może doprowadzić do cenzury”.

Tanja Fajon (S&D, Słowenia) pozytywnie odniosła się do reguł postępowania przeciw mowie nienawiści w internecie przedstawionych przez Komisję Europejską, ale namawiała również do wzięcia pod uwagę środków prawnych. Wezwała do wprowadzenia kar finansowych dla tych, którzy nie usuwają fałszywych albo naruszających prawo treści. „Reguły postępowania są ważnym krokiem, ale dobrowolne zasady nie wystarczą” - dodał poseł Josef Weidenholzer (S&D, Austria) .

Zwalczanie nieprawdziwych informacji przy użyciu stosownych regulacji prawnych poparła również Monika Hohlmeier (EPL, Niemcy). „Każdy ma prawo do własnej opinii, ale nie ma czegoś takiego jak alternatywne fakty, są po prostu fakty. Konieczne jest podjęcie działań prawnych na poziomie UE, żebyśmy mogli skutecznie reagować” - zaznaczyła posłanka.

Martina Michels (GUE/NGL, Niemcy) uznała wiarę w rozwiązanie problemu przez regulacje za naiwną. „Jeśli przyjrzymy się źródłom populizmu, mowy nienawiści (...), to nie leżą one w internecie. Można je za to znaleźć w naszych społeczeństwach i to, co powinniśmy zmienić, to klimat społeczny” - mówiła.

Swoje wątpliwości wyraziła też Julia Reda (Greens/EFA, Niemcy). „Żadne urządzenie nie posiada kwalifikacji do rozróżnienia mowy nienawiści. Polegając wyłącznie na technologii, nie pomagamy ofiarom, a naruszamy wolność słowa” - ostrzegała. Jej zdaniem potrzebne są inwestycje w służby zwalczające mowę nienawiści i uproszczenia zasad zgłaszania przypadków przestępstw z nienawiści w internecie.