skip to content

Pliki cookies na stronach UE

Używamy plików cookies, aby zapewnić łatwe korzystanie z naszej strony. Jeśli nie zmienisz ustawień przeglądarki, pliki cookies będą przechowywane na Twoim komputerze. W dowolnej chwili możesz również zmienić ustawienia przeglądarki.

Dalej
 
 
 
 
27-09-2012

Z Widokiem na Europę - profesor Miodek i Najki z Samotraki

Polska ortografia nie jest jedną z najtrudniejszych w Europie, nazwa Warszawy nie pochodzi od legendy o Warsie i Sawie, a pasożyt do lat 30-tych XX wieku pisało się przez "rz". Podczas spotkania w Domu Europy 24 września profesor Jan Miodek zburzył kilka językowych mitów, podzielił się swoim poczuciem humoru i zapewnił, że współczesna polszczyzna ma się dobrze.

Profesor Miodek w swoim żywiole
Profesor Miodek w swoim żywiole

Profesor Miodek rozpoczął wykład, wyjaśniając etymologię słowa gżegżółka, aby zaraz potem w kilku słowach podważyć mit o trudności polskiej ortografii, którą uznał za "50, a nawet 100" razy łatwiejszą od ortografii języka angielskiego, francuskiego czy niemieckiego.

Profesor podkreślił, że języki krajów Europy są sobie bliskie. Oprócz węgierskiego, fińskiego i estońskiego, wszystkie języki europejskie należą do wspólnoty indoeuropejskiej, zatem można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy językowymi braćmi, choćby ciotecznymi. Dlatego też dychotomia "nasze" - "nie nasze" jest relatywna.

Profesor zapewnił, że obawy przed utratą polszczyzny nie są uzasadnione. Oczywiście język polski nigdy nie uzyska takiego statusu, jaki ma język angielski - mówił profesor. Ale nie oznacza to, że polszczyzna zostanie wyparta przez inne języki w związku z uzyskaniem przez Polskę wolności oraz jej integrację z Unią Europejską.

Sporo czasu profesor poświęcił procesom adaptacyjnym języka. Podkreślił, że adaptacja, czyli dostosowanie do reguł języka przyjmującego nowy wyraz miało miejsce w języku polskim już od wieków. Jako przykład podał polsko brzmiący "rynek", który w rzeczywistości pochodzi z obcego źródła (niemieckiego rinne). Kiedyś w języku polskim pojawiały się głównie słowa zaczerpnięte z języka francuskiego, niemieckiego, greki i łaciny, a obecnie mamy do czynienia z napływem anglicyzmów obsługujących rzeczywistość elektroniczną i ekonomiczną. W dużej mierze utrwalanie zapożyczeń dokonuje się raczej w wersji akustycznej niż graficznej.

Liczna widownia na spotkaniuz profesorem Miodkiem
Liczna widownia na spotkaniu z profesorem Miodkiem

Według profesora obecność w polszczyźnie słów pochodzenia obcego jest znakiem cywilizacyjnego rozwoju Polski, natomiast nadgorliwość polska wobec angielszczyzny jest wpisana w naszą mentalność językową i w nadmiarze może prowadzić do wypadania z kodu kulturowego. Na przykład jako niedopuszczalne profesor uznał wymawianie "Nike z Samotraki" jako "Najki", a "Dawid i Goliat" jako "Dejwid i Goliat".

Profesor zakończył wykład słowami: Nie bójmy się o losy polszczyzny, jesteśmy w Europie. Zawsze w niej byliśmy. Polszczyzna płynie nurtem spokojnym i zwyczajnym.

Uczestnicy spotkania pytali profesora, o to jak walczyć z utrwalaniem się złych nawyków językowych "w tramwaju, w reklamach i radiu", poprawność terminu "pisemne kolokwium", tendencje do częstego i uciążliwego zdrabniania, a także o występy profesora wraz z grupą Sygit Band.

 .