Przewodniczący. - Następnym punktem jest debata nad sześcioma projektami rezolucji w sprawie wolności prasy w Kenii.(1)
Marios Matsakis, autor. − Panie przewodniczący! Wolność prasy jest tożsama z wolnością słowa i demokracją. Ta zasada w swej czystej postaci nie ma oczywiście zastosowania w naszym społeczeństwie, w którym ingerencje baronów mediów, rządu i partii politycznych nie są zjawiskiem niespotykanym, lecz przeciwnie, mają miejsce w dosyć znaczącym stopniu w niektórych krajach zachodnich, także w USA i niektórych państwach członkowskich UE. Jednakże, w zakresie, w jakim dotyczy to ustawodawstwa, media w naszych społeczeństwach mają teoretycznie zapewnioną ochronę przez prawo, potrzebną im do funkcjonowania w sposób na tyle zbliżony do prawidłowego, na ile jest to możliwe.
To w tym miejscu pozwalamy sobie różnić się z rządem kenijskim wprowadzającym działania legislacyjne, które mogą zostać wykorzystane do ewentualnego represjonowania i prześladowania prasy przez państwo. Wzywamy zatem władze kenijskie do ponownego rozważenia ich stanowiska w tej sprawie i zapewnienia swoim środkom masowego przekazu legislacyjnej wolności, potrzebnej im do tego, aby przynajmniej spróbować funkcjonować na tyle demokratycznie, na ile to możliwe. Rząd kenijski musi zrozumieć i uznać, że ochrona prasy jest krajowi niezbędna w dążeniu do podniesienia stopy życiowej swoich obywateli. Mamy nadzieję i ufamy, że apel, który skierowaliśmy w tej rezolucji nie będzie postrzegany jako ingerencja, ale jako przyjazna rada dla rządu kenijskiego, że zostanie wzięty poważnie pod uwagę oraz że rząd ten zastanowi się bardziej wnikliwie nad swoim dotychczasowym działaniem.
Lidia Joanna Geringer de Oedenberg, autorka. − (PL) Panie przewodniczący! Kenia od dłuższego czasu pogrążona jest w poważnym kryzysie politycznym. Urzędujący prezydent Kibaki prowadzi działania wyraźnie zmierzające do ograniczenia wolności słowa i prasy. Łamiąc zapisy Deklaracji Praw Człowieka oraz Afrykańskiej Karty Praw Człowieka usankcjonował 2 stycznia bieżącego roku poprawki do tzw. aktu komunikacji z 1998 r., nadając organom państwowym nowe prawa, w tym do demontażu sprzętu nadawczego i komunikacyjnego oraz kontroli i zmiany zawartości publikacji mass mediów. Społeczność międzynarodowa uznała to jednogłośnie za kolejny krok do ustanowienia cenzury w kenijskich mediach.
Ponadto prezydent pomimo wcześniejszych zobowiązań wynikających z założeń wielkiej koalicji nie skonsultował z urzędującym premierem ani tej, ani pozostałych decyzji, pogłębiając tym samym trwający od ponad roku kryzys w państwie, który pochłonął już około 1000 ofiar, a 350 000 obywateli pozostawił bez dachu nad głową. Unia Europejska nie może pozostać bierna wobec otwartego łamania podstawowych wolności.
Zapewnienie prezydenta Kenii o rewizji poprawek i ich konsultacji ze wszystkimi siłami politycznymi w celu nadania im nowej demokratycznej jakości oraz szerokiej akceptacji społeczeństwa należy przyjąć z zadowoleniem. Unia Europejska musi te działania wspierać i szczegółowo monitorować, promując pluralizm w kreowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Jednocześnie władze Kenii powinny podjąć wzmożone działania na rzecz wprowadzenia normalizacji w kraju, m.in. w drodze ustanowienia specjalnej komisji złożonej z lokalnych oraz międzynarodowych ekspertów, mającej na celu ukaranie winnych przemocy oraz wywołania ubiegłorocznego kryzysu. Działania te mają szansę ustabilizować sytuację wewnętrzną, a także zapobiec katastrofie humanitarnej, która grozi nieuchronne temu dziesięciomilionowemu, wschodnioafrykańskiemu państwu.
Colm Burke, autor. − Panie przewodniczący! Ubolewam nad podpisaniem projektu (zmiany) ustawy o komunikacji przez prezydenta Kibaki. W akcie tym zlekceważono prawa do wolności słowa i prasy zawarte w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i powtórzone w innych konwencjach międzynarodowych, również w Afrykańskiej Karcie Praw Człowieka i Ludów.
W ustawie tej zostałyby przyznane znaczące uprawnienia kenijskiemu ministrowi informacji do dokonywania nalotów na redakcje mediów uznane za zagrażające bezpieczeństwu narodowemu i demontowania sprzętu nadawczego. Ustawa dałaby także państwu prawo do regulowania treści nadawanych w radio i publikowanych w mediach elektronicznych i drukowanych. Z zadowoleniem przyjmuję jednakże niedawne działanie prezydenta Kibaki mające na celu zmianę tej ustawy medialnej i jego przychylność wobec propozycji rozważenia poprawki w ustawodawstwie, złożonej przez przedstawicieli środków masowego przekazu.
Zgodnie z art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, wolność słowa to podstawowe prawo człowieka. Wzywam rząd kenijski do podjęcia konsultacji z zainteresowanymi stronami w celu wypracowania konsensusu co do tego, jak lepiej regulować sektor komunikacji bez ingerowania w wolność prasy i bez naruszania praw zawartych w Powszechnej Deklaracji.
Pragnę wreszcie podkreślić potrzebę skorygowania kultury bezkarności w Kenii po to, aby odpowiedzialni za przemoc powyborczą rok temu zostali oddani w ręce sprawiedliwości. Wzywam do powołania niezależnej komisji złożonej z lokalnych i międzynarodowych ekspertów prawnych, którzy przeprowadziliby dochodzenia i wnosili oskarżenia w związku z gwałtownymi wydarzeniami, które nastąpiły po wadliwych wyborach w grudniu 2007 roku.
Erik Meijer, autor. − (NL) Panie przewodniczący! Kenia ma za sobą przeszłość nacechowaną przemocą. Po II wojnie światowej, kiedy Europa powoli godziła się z tym, że niepodległość krajów afrykańskich jest ostatecznie nieunikniona, Kenia była wyraźnie wykluczona, podobnie jak kraj obecnie znany pod nazwą Zimbabwe. Według władców kolonialnych, w krajach tych było zbyt wielu obcych kolonizatorów i zbyt wiele obcych interesów ekonomicznych, aby można je było pozostawić głównie w rękach czarnej ludności.
W przeciwieństwie do innych krajów zachodnioafrykańskich, Kenia nie uzyskała niepodległości w sposób pokojowy, ale dopiero po długotrwałej i gwałtownej walce toczonej przez ruch niepodległościowy Mau Mau. Ta konieczność gwałtownej walki położyła fundamenty dla trwającej dalej przemocy i zastraszania. Zwycięzcy należą głównie do jednego dużego plemienia Kikuyu. Inne grupy ludnościowe zawsze były trzymane w opozycji, a w razie potrzeby powoływano się na argument sfałszowanych wyników wyborów. Ostatnie wybory prezydenckie dowiodły po raz kolejny, że osoba spoza plemienia Kikuyu nie może zostać prezydentem, nawet jeżeli głosuje na nią większość wyborców.
Dzięki kompromisowi kandydat opozycji jest obecnie premierem, a pokój w kraju, jak się zdaje, został przywrócony. Z tych dwóch krajów afrykańskich, w których przeprowadzono sfałszowane wybory prezydenckie, Zimbabwe uważa się za kraj, w którym kompromis jest zły, Kenię natomiast chwali się i uznaje za kraj dobrego kompromisu. Przez lata Europa Zachodnia i Ameryka traktowały Kenię jako kraj, któremu się powiodło. Prosperował on stosunkowo dobrze, charakteryzował się swobodą dla firm międzynarodowych, przyjaźnią z Zachodem i skupiał na sobie uwagę turystów. Obecnie Kenia straciła wizerunek kraju, który osiagnął sukces. Braki żywności i nowa ustawa ponownie wywołały napięcia. Niedostatki żywności wynikają po części stąd, że prezydent, w zamian za zbudowanie portu do obsługi dostaw żywności, wydzierżawił 40 tysięcy hektarów ziem uprawnych Katarowi, państwu z zasobami ropy.
Prawo prasowe wydaje się dźwignią, której prezydent używa do ograniczania władzy rządu koalicyjnego i eliminowania najważniejszych przeciwników. Jest to tym bardziej zaskakujące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że ustawa weszła w życie nawet bez konsultacji z premierem. Koalicyjny kompromis między prezydentem a premierem jest zagrożony, jeżeli prezydent otrzyma uprawnienia do pominięcia premiera, a tym samym ograniczenia roli rządu i ochrony własnej pozycji przed krytyczną prasą.
Charles Tannock, w imieniu grupy PPE-DE. – Panie przewodniczący! Do czasu niepokojów w ubiegłym roku Kenia cieszyła się opinią jednego z bardziej stabilnych politycznie krajów afrykańskich i miała tradycję stosunkowo wolnej i silnej prasy.
Prezydent Kibaki musi sobie zdać sprawę, że stabilność polityczna i wolna prasa umacniają się nawzajem. To ograniczenie wolności słowa, które się proponuje, nie przystoi krajowi kierowanemu przez człowieka, który doszedł do władzy, obiecując nową erę otwartości i przejrzystości. Niestety, wydaje się, że wielu wyższych rangą polityków w Kenii nie ma jeszcze dostatecznie grubej skóry, aby radzić sobie z nieuniknionym ostrzem krytyki ze strony wolnej prasy i demokracji. Mam nadzieję, że prezydent Kibaki posłucha naszej rady i zmieni zdanie. Nabralibyśmy wówczas przekonania, że Kenia dąży, jak twierdzi, do tego, aby mieć wolne społeczeństwo, którym kieruje koalicyjny rząd działający na zasadzie podziału władzy. Zostałaby również wzmocniona pozycja Kenii jako autorytetu moralnego i kraju o wiodącej roli w niestabilnym regionie.
Z zadowoleniem przyjmuję zobowiązanie prezydenta do rozważenia poprawek do swojego projektu ustawy i przeprowadzenia szerszych konsultacji z mediami. Zważywszy, że premier Raila Odinga i jego partia, ODM, energicznie występują przeciwko tej ustawie, podstawowe znaczenia dla stabilności rządu ma to, aby nie stała się ona jeszcze bardziej sporną i wywołującą podziały kwestią polityczną.
Catherine Stihler, w imieniu grupy PSE. – Panie przewodniczący! Cieszę się, że mam możliwość zabrać głos na temat tego wspólnego projektu rezolucji w sprawie wolności prasy w Kenii. Rok temu, podobnie jak wiele innych osób, byłam poruszona i rozczarowana, że po niedoskonałych wyborach w Kenii, demonstracje na ulicach doprowadziły do zamieszek etnicznych, które rozprzestrzeniły się na cały kraj, pociągając za sobą ponad tysiąc ofiar śmiertelnych i pozbawiając kolejne 350 tysięcy osób dachu nad głową. Ci, którzy ponoszą odpowiedzialność za zamieszki powyborcze sprzed roku muszą zostać oddani w ręce sprawiedliwości, a Kenii potrzebny jest teraz okres pojednania i tolerancji.
W tym kontekście bardzo źle rokuje wiadomość, że w piątek 2 stycznia 2009 r. prezydent Kibaki podpisał projekt (zmian) ustawy o komunikacji z 2008 roku zmieniający kenijską ustawę o komunikacji z roku 1998. Projekt ten jest wymierzony w wolność prasy i jest przejawem lekceważenia międzynarodowych konwencji podpisanych przez rząd kenijski. W dwóch rozdziałach wprowadzono w istocie bezpośrednią cenzurę mediów przez rząd. W rozdziale 88 nadano ministrowi informacji znaczące kompetencje do dokonywania nalotów i demontowania sprzętu nadawczego w redakcjach mediów uznanych za stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. W rozdziale 46 nadaje się państwu uprawnienia do regulowania treści nadawanych w radio i publikowanych zarówno w mediach elektronicznych, jak i drukowanych. W samej Kenii projektowi temu sprzeciwiają się dziennikarze, premier, minister Odinga i partia ODM, a sposób, w jaki została uchwalona, dowodzi, że nie przeprowadzono żadnych konsultacji z obecną wielką koalicją. Ubolewam nad przyjęciem tego projektu ustawy i zachęcam do uwzględnienia w ewentualnej rewizji ustawy medialnej bardzo wielu wyrażonych wobec niej zastrzeżeń.
Ewa Tomaszewska, w imieniu grupy UEN. – (PL) Panie Przewodniczący! Jako członek Solidarności z doświadczeniem stanu wojennego wiem, że wolność słowa to powietrze dla demokracji. Kenijski rząd podpisał i ratyfikował Powszechną Deklarację Praw Człowieka i inne konwencje międzynarodowe, łącznie z Afrykańską Kartą Praw Człowieka i Ludów. Obejmują one prawo do swobody wypowiadania się.
Dziś Wschodnioafrykańskie Stowarzyszenie Dziennikarzy informuje o zamiarach wprowadzenia w Kenii cenzury. Oczekuję, że prezydent Kibaki odstąpi od takich zmian prawa medialnego, które naruszałyby wolność słowa. Wzywam władze Kenii do odstąpienia od decyzji o wprowadzeniu cenzury, do budowy konsensusu na rzecz wolności prasy i przemysłu komunikacji publicznej. Oczekuję, że w Kenii będą respektowane prawa mniejszości religijnych i narodowych. Rok temu ponad tysiąc osób straciło życie w manifestacjach związanych z wyborami, 350 tys. opuściło domy. Oczekuję, że sprawcy tych zajść będą uczciwie osądzeni.
Tadeusz Zwiefka (PPE-DE). – (PL) Panie Przewodniczący! Nawet jeśli prawdą jest, że niektóre z prywatnych mediów kenijskich przyczyniły się do wzmagania zamieszek po wyborczych emocjach, to nie jest to w żadnej mierze podstawa do ograniczania wolności słowa.
Zamach na wolność mediów w Kenii odbył się także z pogwałceniem podstawowych zasad demokracji parlamentarnej. Otóż warto powiedzieć, że nowe prawo uchwaliło 25 posłów z 220-osobowego parlamentu – jest to zupełnie niewyobrażalna sytuacja. Gorzej – ponieważ Kenia posiadała do tej pory jeden z najbardziej rozwiniętych i pluralistycznych systemów prasowych w całej Afryce, to się zmienia po wprowadzeniu nowego prawa, umożliwiającego służbom specjalnym ingerowanie w działalność mediów, zamykanie redakcji, kontrolę słowa. Ograniczenie wolności rynku medialnego w imię ochrony bezpieczeństwa państwa może tylko przynieść odwrotny do zamierzonego skutek.
Laima Liucija Andrikienė (PPE-DE). – (LT) Dlaczego zajmujemy się wolnością prasy w Kenii? Dlaczego Parlament Europejski debatuje nad tą kwestią, traktując ją jako przejaw naruszenia praw człowieka i uznając za pilną?
Po pierwsze dlatego, że wolność słowa jest podstawowym prawem człowieka, co stwierdza się w art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, której Kenia jest sygnatariuszem. A zatem, podobnie jak inne państwa sygnatariusze, musi ona nie tylko przestrzegać ducha tej deklaracji, ale także postępować zgodnie z jej literą.
Demonstracje, które miały miejsce prawie rok temu po wyborach prezydenckich w Kenii i przerodziły się w zamieszki i konflikty etniczne, w wyniku których zginęło ponad tysiąc osób, a dziesiątki tysięcy straciło dach nad głową, to najsilniejszy argument przemawiający za tym, aby nie dopuścić do powtórzenia podobnych wydarzeń. Wobec tego rząd i prezydent Kenii powinni działać razem i wypełniać swoje zobowiązania do poszanowania wolności prasy, słowa i zgromadzeń. Ponadto – i to jest szczególnie ważne – powinni zwalczać bezkarność i rozliczyć odpowiedzialnych za zamieszki sprzed roku.
Marios Matsakis (ALDE). – Panie przewodniczący! W trakcie naszej debaty nad zagadnieniami humanitarnymi oraz wolności prasy w krajach trzecich, korzystam ze sposobności, aby poinformować Wysoką Izbę, iż według doniesień medialnych z Gazy, biura ONZ zbombardowane dziś przez siły izraelskie stoją w płomieniach. Całość składowanej tam pomocy humanitarnej ONZ, której duża część została przesłana przez UE, uległa całkowitemu zniszczeniu. Ten sam los stał się udziałem biur agencji Reuters oraz innych dziennikarzy międzynarodowych w Gazie. Pragnę stwierdzić, że podzielam pogląd Sekretarza Generalnego ONZ, pana Ban Ki-moon, aktualnie przebywającego w Izraelu, który, według doniesień, jest bardzo oburzony na władze izraelskie.
Przewodniczący. – Panie pośle Matsakis! Dziękuję za to oświadczenie, ale teoretycznie nie mogę go przyjąć, ponieważ regulamin wymaga, że kiedy prosicie państwo o udzielenie głosu, sygnalizując mi to spojrzeniem, wypowiedź musi dotyczyć tematu dyskusji, którym teraz jest, przypominam, wolność prasy w Kenii, nawet jeśli wydarzenia, do których pan poseł nawiązał są istotnie dramatyczne, z czym wszyscy się zgadzamy.
Leopold Józef Rutowicz (UEN). – (PL) Panie Przewodniczący! Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie wolności prasy w Kenii trafia w istotny punkt. Od ograniczenia wolności prasy i informacji oraz ograniczenia praw obywatelskich rozpoczyna się dyktatura. Mam nadzieję, że proces ten zostanie wstrzymany w wyniku podjętych działań międzynarodowych i wewnętrznych. Myślę, że prezydent Kibaki i premier Odinga podejmą odpowiednie działania. Rezolucja, którą popieram, pomoże na pewno procesowi demokratyzacji w Kenii.
Janusz Onyszkiewicz (ALDE). – (PL) Panie Przewodniczący! W czasach komunistycznych w Polsce i w innych krajach istniał taki przepis kodeksu karnego, który stanowił, że każdy, kto rozpowszechnia informacje, które mogą prowadzić do nieporządku publicznego, podlega karze. Otóż tego rodzaju przepis był niesłychanie użytecznym batem, nie tylko na osoby indywidualne, ale przede wszystkim na prasę. Dzisiaj widzimy, że podobne intencje przyświecają tym usiłowaniom prawnym, które obserwujemy w Kenii. Nie może być wytłumaczeniem i usprawiedliwieniem dla tego rodzaju cenzury właśnie taka argumentacja i groźba, że trzeba nałożyć kaganiec na prasę, bo prasa może spowodować jakieś rozruchy w państwie. Prasa jest od tego, żeby informować ludzi i to jest istotnie fundament demokracji.
Vladimír Špidla, komisarz. – (CS) Panie przewodniczący, panie i panowie! Pragnę zacząć od podkreślenia, że wolność słowa, także w telewizji i radiu, jest jednym z filarów, na których opiera się UE. Ta wolność należy do kluczowych wartości europejskich i nie można jej kwestionować.
Ustawa o komunikacji z 2008 roku, która 2 stycznia 2009 r. stała się prawem obowiązującym w Kenii, obejmuje pewne punkty, które, naszym zdaniem, mogą stanowić naruszenie wolności mediów. Odnotowaliśmy zatem z satysfakcją niedawną decyzję prezydenta Kibaki z 7 stycznia o rewizji niektórych spornych rozdziałów tej ustawy. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że pan Kibaki upoważnił ministra informacji i komunikacji oraz prokuratora generalnego do odbycia spotkania z przedstawicielami mediów w celu zaproponowania zmian w tej ustawie, które pozwoliłyby wyeliminować owe obawy.
Wolność słowa i wolność prasy są częścią administrowania sprawami publicznymi w najszerszym znaczeniu tego pojęcia, a to samo w sobie leży w centrum strategii rozwoju UE. Szczerze mówiąc, osobiście wyznaję pogląd, że wolna i odpowiedzialna prasa jest warunkiem koniecznym demokracji i państwa prawa, które stanowią integralne składowe trwałego rozwoju. Tylko w drodze dialogu, media i rząd kenijski będą mogły wypracować wspólne porozumienie i budować wzajemny szacunek. A zatem Komisja Europejska czeka z zainteresowaniem na wyniki poszczególnych spotkań z udziałem zainteresowanych stron, które będą miały miejsce w Kenii, i ma nadzieję, że odpowiednie strony osiągną porozumienie co do właściwych zalecanych propozycji zmian w ustawie medialnej.
Komisja z zadowoleniem przyjmuje sprawozdanie komisji dochodzeniowej ds. przemocy (sprawozdanie Waki) dotyczące przemocy powyborczej. Docenia zobowiązanie rządu kenijskiego do wdrożenia zaleceń, między innymi dotyczącego powołania specjalnego trybunału w celu zapewnienia pociągnięcia do odpowiedzialności za swoje czyny osób odpowiedzialnych za przemoc.
Przewodniczący. – Zamykam debatę.
Głosowanie odbędzie się od razu.
Oświadczenia pisemne (art. 142 Regulaminu)
Sebastian Valentin Bodu (PPE-DE), na piśmie. – (RO) Na początku 2009 roku demokracja w Kenii doznała ciosu wymierzonego przeciwko wolności prasy. Prezydent Mwai Kibaki podpisał ustawę, która – choć następnie zmienił on zdanie – daje władzom kenijskim prawo przeprowadzania nalotów na redakcje, podsłuchiwania rozmów telefonicznych dziennikarzy i sprawdzania treści audycji ze względów „bezpieczeństwa narodowego”. Jak gdyby tych nadużyć było mało, w ustawie zostały przewidziane wysokie grzywny i kary pozbawienia wolności dla reporterów uznanych za winnych praktyk „antyrządowych”. Jakkolwiek prezydent Kibaki wydał tydzień później polecenie zmiany tych przepisów, nie wiemy, na czym polegają „poprawki”.
Ustawa, w swojej pierwotnej formie, przypomina mroczne dni dyktatury, kiedy prasa kenijska została rzucona na kolana. Kenia jest obecnie demokracją i wierzę głęboko, że nikt, nawet prezydent Kibaki, nie chce powrotu do tych czasów. Atak na wolność prasy jest atakiem na demokrację. Społeczność międzynarodowa musi w dalszym ciągu wywierać naciski na władze kenijskie, aby traktowały one swobody obywatelskie, szczególnie wolność prasy, w sposób odpowiedzialny.
Marianne Mikko (PSE), na piśmie. – (ET) Panie i panowie! Kenia występuje przeciwko Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Afrykańskiej Karcie Praw Człowieka i Ludów. Podstawowe filary demokracji, którymi są wolność słowa i wolność prasy, nie są szanowane. Wolna prasa jest poważnie zagrożona.
Kontrola sprawowana przez państwo i cenzura stanowiły rozdziały projektu poprawki do ustawy o komunikacji. Z powodu nieprzemyślanych działań prezydenta Kibaki, stały się one obecnie prawem.
Jest rzeczą niesłychaną, aby rząd miał prawo organizowania nalotów na redakcje gazet i stacje nadawcze oraz sprawdzania, co jest nadawane i w jakiej formie. Takie postępowanie jest dalekie od idei społeczeństwa demokratycznego.
Istnieje konieczność zmiany obecnych przepisów prawnych. Można regulować prasę bez zagrażania wolności słowa i wolności prasy. Należy to uczynić możliwie najprędzej.