Indeks 
 Poprzedni 
 Następny 
 Pełny tekst 
Procedura : 2011/2616(RSP)
Przebieg prac nad dokumentem podczas sesji
Wybrany dokument :

Teksty złożone :

B7-0173/2011

Debaty :

PV 09/03/2011 - 6
CRE 09/03/2011 - 6

Głosowanie :

PV 10/03/2011 - 9.2
CRE 10/03/2011 - 9.2

Teksty przyjęte :

P7_TA(2011)0095

Debaty
Uwaga
Środa, 9 marca 2011 r. - Strasburg Wydanie Dz.U.

6. Południowe sąsiedztwo, w szczególności Libia, w tym kwestie humanitarne (debata)
zapis wideo wystąpień
PV
MPphoto
 

  Przewodniczący − Kolejnym punktem porządku dziennego jest oświadczenie Wiceprzewodniczącej Komisji/Wysokiej Przedstawiciel UE do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa dotyczące sąsiedztwa południowego, w szczególności Libii, w tym kwestii humanitarnych (2011/2616(RSP)).

Jak Państwo wiedzą, sytuacja w Afryce Północnej jest kluczowym testem dla Unii Europejskiej. Dzięki Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych mamy dzisiaj nowe narzędzia działania poza granicami Unii. Jesteśmy oczywiście przekonani, że te działania są w pełni uzasadnione, zarówno wobec Tunezji, Egiptu, jak i Libii. Dzisiaj będziemy rozmawiać głównie o Libii, ale nie tylko. Mamy również obowiązek wobec naszych obywateli, którzy oczekują, abyśmy przedstawili plan działania na południu, program współpracy i wsparcia, na krótka, średnią i długą metę. Musimy od razu od tym pomyśleć. Obecni są również dzisiaj w Parlamencie Europejskim przedstawiciele libijskiej tymczasowej Rady Narodowej. Jest to tym samym wielka okazja, żeby nawiązać bezpośrednie kontakty i rozmawiać z opozycją libijską. Musimy zacząć od przezwyciężenia kryzysu humanitarnego.

Pani Wiceprzewodnicząca, Wysoka Przedstawiciel! Jesteśmy przekonani, że wszystkie działania całej Unii Europejskiej mogą być bardzo pomocne dla południowej części naszego kontynentu oraz naszych sąsiadów po drugiej stronie Morza Śródziemnego.

 
  
MPphoto
 

  Catherine Ashton, wiceprzewodnicząca Komisji/wysoka przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa – Panie Przewodniczący, Szanowni Posłowie! Dziękuję za szansę omówienia z tym Parlamentem sytuacji panującej w naszym sąsiedztwie południowym, ze szczególnym naciskiem – jak to powiedział pan przewodniczący – na sytuację w Libii.

Pozwolę sobie zacząć od stwierdzenia rzeczy oczywistej, czyli tego że w sąsiedztwie południowym zachodzą szybkie zmiany, które dotyczą całego tego regionu; ludzie stają w obronie podstawowego ludzkiego dążenia, jakim jest zdolność do samodzielnego kształtowania swojego życia w wymiarze gospodarczym i politycznym. Z godnością i odpowiedzialnością domagają się oni udziału w polityce, sprawiedliwości i miejsc pracy. Jestem przekonana, że musimy odpowiedzieć na te wezwania. Jestem przekonana, że są one słuszne i uważam, że musimy dołożyć wszelkich starań, by działać szybko.

Zasadniczym aspektem wydarzeń jest to, że to pragnienie pochodzi z wewnątrz. Podczas moich wizyt w Egipcie i Tunezji słyszałam wiele, wiele razy: to jest nasz kraj, to nasza rewolucja. Chcemy załatwiać sprawy po swojemu, ale chcemy też współpracy z wami i potrzebujemy pomocy.

Te zasady, jak uważam, powinny przyświecać naszym działaniom: demokratyczne przemiany muszą należeć do ludzi, muszą wynikać z ich własnej inicjatywy. To od nich zależy, co stanie się potem. Musimy być jednak gotowi zaproponować wsparcie, dzięki naszej kreatywności oraz zdecydowaniu, i udzielać go na skalę odpowiadającą historycznemu charakterowi obserwowanych zmian.

W sytuacji tak płynnej jak ta nasze działania muszą być zakorzenione w naszych zasadniczych wartościach i interesach. Mamy wszelkie powody, by poprzeć zachodzące zmiany. Tunezyjczycy, Egipcjanie, Libijczycy i inni żądają poszanowania tych wartości, które leżą w istocie w samym sercu europejskiego ideału. Pojawienie się demokratycznych społeczeństw pomoże w utrzymaniu bezpieczeństwa i zapewni wspólny dobrobyt w naszym sąsiedztwie – dlatego też poczyniliśmy starania, Komisja i ja, aby przygotować wspólny dokument dla Rady Europejskiej zbierającej się we czwartek. Dokument ten obejmuje środki, które – mamy nadzieję – przyczynią się do zwiększenia wsparcia finansowego Unii Europejskiej dostępnego od instytucji, ale też poprzez zaangażowanie Europejskiego Banku Inwestycyjnego; w tym miejscu przekazuję Parlamentowi wyrazy uznania za to, że dostrzegł potrzebę udzielenia Bankowi Inwestycyjnemu pomocy poprzez mandat Parlamentu, co umożliwia udzielenie tego wsparcia ludziom – i to udało się doskonale.

Potrzebujemy Państwa pomocy, aby zrobić więcej dla EBI, a także dla EBOiR. Z oboma bankami odbyłam rozmowy dotyczące ich możliwości w zakresie zmiany ich mandatów i możliwości przekazania nowego wsparcia do dyspozycji tego sąsiedztwa – śpieszę tu dodać, że nie kosztem zadań, jakie obecnie wykonują, lecz dodatkowo. Wiemy, że wspólnie z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym możemy uruchomić kolejny miliard euro. Mogą więc Państwo docenić kwotę, jaką otrzymamy w efekcie, przy obecnym zaangażowaniu Banku Inwestycyjnego w Egipcie wynoszącym 488 milionów euro. To umożliwi im co najmniej podwojenie inwestycji oraz uruchomienie pewnych wielkich projektów infrastrukturalnych, których ludzie bardzo potrzebują i pragną.

Chcemy również, aby dzięki temu dokumentowi uruchomiono wsparcie w postaci szkoleń i wymiany studentów. To są młode społeczeństwa. Jednym z czynników wspólnych w sąsiedztwie południowym jest właśnie to, że są to młode społeczeństwa; to młodzi ludzie, pośród których niektórzy są dobrze wykształceni, a niektórzy poszukują dalszych możliwości w nauce i szkoleniach – im także powinniśmy dać jakąś odpowiedź, w związku z czym będziemy zachęcać państwa członkowskie, by to rozważyły, i zachęcam do tego również Parlament.

Jeśli chodzi o pojawienie się pełnego życia społeczeństwa obywatelskiego, o spotkanie ze społeczeństwem obywatelskim w Tunezji – poznałam osoby, które wcześniej nigdy nie przebywały w tym miejscu, ponieważ było to niedozwolone. Ich gotowość i pragnienie, aby bardziej umocnić swoją pozycję poprzez tworzenie organizacji pozarządowych, organizacji zdolnych pracować nad sprawami istotnymi dla ich społeczeństwa i egzekwować odpowiedzialność rządu, to niezmiernie ważny element – o czym Państwo doskonale wiedzą – rozwoju tego społeczeństwa. Stwarza to podstawę dla bardziej otwartej formy rządów: ludzie mogą mieć poczucie, że mają udział i głos w procesie rządzenia ich społeczeństwem.

Oczywiście w całościowym pakiecie, który zostanie przedstawiony Radzie Europejskiej, znajdą miejsce również i inne kwestie: kwestia bezpieczeństwa żywnościowego, która stanowi ogromny i narastający problem w tym regionie; dalsze perspektywy dla handlu; zdolność do uzyskania większego dostępu do rynku oraz partnerstwa na rzecz mobilności. Ponownie podkreślam, jak już to czyniłam wcześniej: chcemy, aby to podejście opierało się na zachętach, umożliwiało ludziom szybkie działanie, ale też zachowanie odrębności. Wszystkie te kraje są różne i mocno starają się powiedzieć: „Prosimy, nie wrzucajcie nas do jednego worka i nie postrzegajcie nas jako takich samych. Nasze kraje są różne; chcemy, aby nasze społeczeństwa rozwijały się w zróżnicowany sposób, tak jak wasze. Tak, zachodzą pewne podobieństwa, ale chcemy mieć pewność, że uszanujecie pewne specyficzne różnice i będziecie pracować przy ich zachowaniu”. Chcemy takiego podejścia, zgodnie z którym będziemy dawać więcej za więcej, aby ci partnerzy – państwa, które chcą poprowadzić reformy dalej i szybciej – mogli liczyć na większe wsparcie Unii Europejskiej.

W najbliższych dniach i tygodniach będziemy – jak już to robiliśmy – omawiać z partnerami międzynarodowymi sposoby koordynacji, tak by uniknąć nakładania się kompetencji i by móc szybciej reagować. W dniu 23 lutego zorganizowałam spotkanie wysokiego szczebla funkcjonariuszy z przedstawicielami takich instytucji, jak Bank Światowy, Bank Inwestycyjny, EBOiR, MFW, ale też z wysokiego szczebla przedstawicielami Chin, Rosji, Australii, Korei, 27 państw członkowskich, Stanów Zjednoczonych i państw arabskich. Cel tego spotkania nie polegał na zdecydowaniu, co zrobimy z tymi krajami, lecz na omówieniu gotowości do szybkiego udzielenia wsparcia.

Szanowni Posłowie wiedzą, że jedną z rzeczy, za które można nas krytykować jest to, że udzielenie odpowiedzi zabiera nam niekiedy dużo czasu. Chcę, abyśmy byli gotowi, a moje rozmowy – w szczególności z Ligą Arabską i zainteresowanymi krajami – miały na celu jasną deklarację, że zamierzam dopilnować, iż będziemy gotowi do odpowiedzi, która będzie skoordynowana i skuteczna i że udzielając jej wykorzystamy najlepsze środki, jakie są tylko dostępne nie tylko w Europie, lecz także na całym świecie.

Po jutrzejszym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych oraz piątkowym Rady Europejskiej, po spotkaniu NATO, w którym wezmę udział jutro, a następnie po nieformalnym weekendowym posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych na Węgrzech, polecę do Kairu na spotkanie z Amrem Moussą i Ligą Arabską oraz po to, by poinformować wszystkich o przebiegu naszych dyskusji, a także by spotkać się z nowym ministrem spraw zagranicznych Egiptu, z którym już rozmawiałam. Wiem jednak, Koleżanki i Koledzy, że istnieje szczególne pragnienie, aby rozmawiać o Libii; a zatem, skoro już przedstawiłam zarys prowadzonych przez nas prac, pozwolę sobie przejść do kwestii, które dotyczą nas wszystkich w kontekście Libii.

Widzę tu dwa najpilniejsze priorytety: po pierwsze zaradzenie kryzysowi humanitarnemu i pomoc w ewakuacji, a po drugie powstrzymanie przemocy i pociągnięcie winnych przemocy do odpowiedzialności.

Jeśli chodzi o pomoc humanitarną, zadziałaliśmy szybko. Komisja zwiększyła pomoc do 30 milionów euro; moja koleżanka, pani komisarz Kristalina Georgieva udała się w zeszłym tygodniu na granicę tunezyjsko-libijską, aby zbadać sytuację i upewnić się, czy nasza interwencja jest skuteczna. Byliśmy też w stałym kontakcie z ONZ, aby koordynować nasze działania, a państwa członkowskie przeznaczyły, między innymi za pośrednictwem agencji Frontex, istotne zasoby na pomoc w uporaniu się z ogromnym wyzwaniem, jakie stwarza ciągły przepływ ludzi.

Jeśli chodzi o ewakuację obywateli UE, Służba Działań Zewnętrznych przyczyniła się zasadniczo do szybkiej wymiany informacji i możliwie najefektywniejszego wykorzystania zasobów. Aby ułatwić ewakuację obywateli UE, 23 lutego wspólnie z prezydencją uruchomiłam unijny mechanizm ochrony ludności. Uzyskiwanie informacji w czasie rzeczywistym, jak Państwo wiedzą, jest wyzwaniem, ale musieliśmy dokonywać właściwych wyborów, więc Agostino Miozzo, dyrektor zarządzający odpowiedzialny za działania w sytuacjach kryzysowych (ESDZ), na moją prośbę był w niedzielę i poniedziałek w Trypolisie aby ocenić, co dzieje się na miejscu.

Spotkał się z urzędnikami oraz ambasadorami w okolicznościach, które w rozmowie ze mną opisał jako spokojne, lecz nacechowane niezwykłym napięciem. Nasi europejscy ambasadorzy z zadowoleniem przyjęli możliwość szczegółowego omówienia sytuacji i wzbogacenia naszej pracy o ich analizę wydarzeń na miejscu, co w połączeniu z kontaktami, jakie wszędzie nawiązujemy, pomoże nam zbudować bardziej wyraźny obraz sytuacji.

Początkowo wiele naszych wysiłków skupiliśmy na ewakuacji obywateli UE; musimy też okazać solidarność Tunezji, biorącej na siebie główny ciężar ewakuacji tak wielu ludzi – szczególnie Egipcjan, którzy trafiają na tunezyjską granicę i których należy przewieźć do Egiptu. Szanowni Posłowie wiedzą, że w Libii jest teraz około miliona Egipcjan oraz około półtora do dwóch milionów osób z krajów afrykańskich otaczających Libię; z tego, co słyszeliśmy o sytuacji w Trypolisie, wiemy też, że na tamtejszym lotnisku jest od dwóch do trzech tysięcy Afrykanów, którzy czekają na możliwości wyjazdu.

Musimy być gotowi rozszerzyć nasze wsparcie dla Libijczyków. Jak już mówiłam, panująca sytuacja jest bardzo płynna i musimy się jej bardzo uważnie przyglądać. Dlatego też zwróciłam się do moich służb, w oparciu o zasady rozsądnego planowania, aby sprawdzili możliwości ewentualnego zaangażowania WPBiO celem wsparcia obecnych działań ewakuacyjnych i humanitarnych. Jak zawsze w przypadku opcji WPBiO, wymaga to bardzo dokładnej analizy. Będziemy potrzebować właściwych odpowiedzi w kwestii mandatu, zasobów i celów. Te prace – mogę to Państwu powiedzieć – trwają już w tym tygodniu.

Zasadnicze znaczenie ma skuteczne działanie w zakresie kryzysu humanitarnego. Zakończenie przemocy to warunek wstępny wszystkiego innego. Dlatego też cieszy mnie, że cała społeczność międzynarodowa, za pośrednictwem Rady Bezpieczeństwa ONZ, sformułowała jasne stanowisko, mówiące że przemoc jest nie do przyjęcia; musi ustać, a winnych trzeba pociągnąć do odpowiedzialności.

Jestem zadowolona, że w Nowym Jorku osiągnięto porozumienie co do postulatu Europy dotyczącego odesłania do prokuratora Międzynarodowego Trybunału Karnego. To była inicjatywa Europy; rozpoczęto już wstępne dochodzenia dotyczące domniemanych zbrodni wojennych.

Nie jest niespodzianką, że bardzo ściśle współpracujemy z naszymi partnerami: z ONZ, z NATO, USA, Turcją, Ligą Arabską i bardzo wieloma innymi krajami, z którymi codziennie jesteśmy w kontakcie. Rozmawiamy z nimi o wszystkich sprawach dotyczących sąsiedztwa południowego, lecz w szczególności chodzi nam o to, by mieć pewność, że nasza współpraca nad sposobem podejścia, jaki obraliśmy względem sąsiedztwa południowego, jest skuteczna i – jak już mówiłam – że obejmuje wszystkich naszych partnerów. My sami – mogli się Państwo spodziewać, że usłyszą to ode mnie – sami też ponosimy odpowiedzialność.

Bezzwłocznie zawiesiliśmy negocjacje w sprawie umowy ramowej UE-Libia, a także całą współpracę o charakterze technicznym.

(Oklaski)

Przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa ONZ rozpoczęliśmy prace przygotowawcze nad sankcjami. Oprócz sankcji ONZ, 28 lutego przyjęliśmy dalsze środki ograniczające: embargo na sprzęt, który mógłby zostać wykorzystany do represji wewnętrznych, i niezależnie przyjęty wykaz osób, których dotyczą ograniczenia podróżowania oraz zamrożenie środków finansowych. Obecnie dołączamy do tego wykazu kilku podmiotów kontrolowanych przez Kaddafiego.

Szanowni Państwo Posłowie! Pozostaniemy w czołówce międzynarodowych wysiłków na rzecz odbudowy pokoju i stabilności w Libii. Gdy tylko położymy kres przemocy, będziemy musieli skierować naszą pracę na wspieranie narodzin nowej Libii, z demokratycznie wybranymi przywódcami, w której będzie panować poszanowanie praw człowieka. Zgodnie z tym, co mówiłam na samym początku, nie będziemy narzucać wyników, lecz wspierać pluralizm, wiarygodność, głęboką demokrację i wspólny dobrobyt.

Sytuacje kryzysowe ze swej natury stanowią sprawdzian naszych polityk, zasobów i zdolności do reagowania w czasie rzeczywistym. Wypadki w południowych krajach ościennych oznaczają dla Unii Europejskiej ogromne wyzwanie. Jako wiceprzewodnicząca Komisji uważam, że sposób, w jaki zareagujemy określi kształt tej Komisji na nadchodzące lata.

Spoglądam więc w stronę Parlamentu Europejskiego, potrzebując Państwa wsparcia, ponieważ tylko Państwa wspólny wysiłek doprowadzi do zcementowania Unii Europejskiej i potwierdzenia jej silnej pozycji. Nie możemy pozwolić sobie na małostkowe myślenie; nie możemy pozwolić sobie na to, by przeszkodził nam brak elastyczności. Możemy i musimy odpowiedzieć strategicznie i jako zjednoczona organizacja. Wierzę jednak, że jeśli tak uczynimy, to możemy zrobić bardzo wiele wspierając mieszkańców regionu proszących nas o wsparcie – z zastrzeżeniem, że będziemy ich wspierać w pracy nad samodzielną budową własnej przyszłości.

(Oklaski)

 
  
MPphoto
 

  José Ignacio Salafranca Sánchez-Neyra, w imieniu grupy PPE – (ES) Panie Przewodniczący! Unia Europejska jest rozdarta pomiędzy dwoma frustrującymi aspektami libijskiego kryzysu, pomiędzy tym co jest pożądane – jak najszybszym ustąpieniem zbrodniczego reżimu, gotowego umrzeć wciąż zabijając – a tym, co jest możliwe do osiągnięcia.

Jeśli mamy być szczerzy, Panie Przewodniczący, musimy przyznać, że Unia Europejska, pomimo wszystkich swych wysiłków, nie działa zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa. Baronesso Ashton, to nie jest krytyka, tu chodzi raczej o kwestię kompetencji.

Działaliśmy szybko i sprawnie, w granicach naszych kompetencji, z pełnym poparciem Unii Europejskiej dla rezolucji Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych nr 1970. Nie jesteśmy jednak unią wojskową. Aspirujemy do bycia unią polityczną, a wciąż jesteśmy na scenie międzynarodowej graczem w fazie embrionalnej.

Dlatego też, Panie Przewodniczący, gdy my dzisiaj prowadzimy tę debatę, Rada Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych ma swoje spotkanie, a jutro spotka się Rada Ministrów Obrony, Rada Spraw Zagranicznych i Rada Europejska – w tym czasie w Libii nadal giną i będą ginąć ludzie. Musimy pomyśleć o tym, co możemy robić w związku z tą sytuacją.

Czy możemy stać z boku, gdy trwa masakra niewinnych cywili? Czy możemy pozostać bezczynni wobec „somalizacji” Libii, podczas gdy Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych w zwolnionym tempie podejmuje kolejną decyzję?

Unia Europejska musi wysłać głośny i wyraźny komunikat, a przesłanie jest jedno: „reżim Kaddafiego musi upaść już teraz”. Musi temu towarzyszyć zestaw środków, które spowodują zwiększenie nacisku. W pierwszym rzędzie, Panie Przewodniczący, będzie to strefa zakazu lotów paraliżująca komunikację Kaddafiego – uważam, że powinniśmy pogratulować grupie Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy zaproszenia do Parlamentu Europejskiego przedstawicieli libijskiej opozycji – oraz, oczywiście, międzynarodowa koordynacja, przede wszystkim z Unią Afrykańską, a także z Ligą Arabską.

Panie Przewodniczący! Oto czego oczekuje od nas społeczeństwo. Od naszej grupy politycznej, Baronesso Ashton, będzie Pani miała pełne poparcie.

 
  
MPphoto
 

  Martin Schulz, w imieniu grupy S&D (DE) Panie Przewodniczący, Panie i Panowie! Chciałbym podziękować Pani, Baronesso Ashton, za Pani słowa i za niezależny sposób, w jaki przedstawiła Pani swoje stanowisko, a także za analizę sytuacji w naszym południowym sąsiedztwie i w Libii.

Stoimy wobec ogromnego wyzwania. Mamy do czynienia z prawdziwie historyczną zmianą równowagi politycznej na świecie, a szczególnie w naszym najbliższym sąsiedztwie. Przyszło nam zetknąć się z bardzo zróżnicowanymi wydarzeniami. Nie możemy tu mówić o jednorodnym procesie. Jednorodnym procesem jest rewolucja, lecz ma ona w każdym kraju bardzo swoisty charakter, a różnice pomiędzy krajami pod tym względem są znaczne. Ta w Maroku jest inna od tej w Tunezji, w Algerii – od tej w Egipcie, zaś libijska stanowi szczególny przypadek, który tu pracowicie omawiamy. Kaddafi to zbrodniarz. To morderca, którego miejsce jest przed międzynarodowym trybunałem karnym. Zapewne wszyscy zgadzamy się, że ten człowiek nie uniknie kary w ten czy inny sposób. Najlepszą rzeczą dla Libijczyków byłaby zdolność do samodzielnego rozwiązania tego problemu, a następnie podjęcia przez nich działań.

Mamy tu do czynienia z ogromnym wyzwaniem, które wymaga trzeźwego myślenia. Musimy dokonać wyboru, uwzględniając to, co tutaj mówimy. Z jednej strony, nasze emocje podpowiadają nam, że tego zbrodniarza trzeba powstrzymać, że trzeba zakończyć bratobójczą wojnę w jego własnym kraju i że nie możemy wykluczać żadnych środków niezbędnych do osiągnięcia tego – nawet środków wojskowych. Oto, co mówi nam sumienie. Z drugiej jednak strony wiemy, jak funkcjonuje polityka międzynarodowa i że błędna decyzja w tym obszarze może mieć dalekosiężne i długoterminowe następstwa.

Łatwo jest oczywiście powiedzieć, że interweniujemy szybko, lecz nawet wprowadzenie w życie strefy zakazu lotów wymaga od nas decyzji o poderwaniu samolotów bojowych do lotu i zniszczeniu libijskich sił powietrznych na ziemi. To są akty wojny realizowane przez NATO, które być może umożliwią rozwiązanie problemu w Libii tylko po to, by zapoczątkować trudności na znacznie większym obszarze.

Dlatego też pilnie zalecam, aby wszystko co robimy odbywało się w ramach prawa międzynarodowego, a w szczególności w oparciu o rezolucję Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych i z udziałem Ligi Arabskiej i Unii Afrykańskiej – to jest największy wspólny mianownik. Uwzględniamy to w rezolucji i jest to rozsądne. Jeśli chcemy interweniować w Libii, jedynym sensownym wyjściem jest uczynienie tego w oparciu o rezolucję Rady Bezpieczeństwa i z zaangażowaniem państw arabskich. Stąd też warto abym podkreślił, że nie powinniśmy niczego wykluczać, ale też nie wolno nam dawać upustu chwilowym emocjom, działając pochopnie i posługując się pięknymi hasłami, które instynktownie uznajemy za słuszne, choć na dłuższą metę – i chcę to powtórzyć – mogą na być one niebezpieczne. To może być niebezpieczne.

W Radzie Europejskiej – i tu zwracam się do Pana, Panie Przewodniczący Buzek, ponieważ w najbliższych dniach będzie Pan przedstawicielem Parlamentu na posiedzeniach Rady Europejskiej – postawiono pytanie, czy potrzebujemy planu Marshalla dla tego całego regionu. Moja odpowiedź brzmiałaby: tak, potrzebujemy swego rodzaju planu Marshalla dla całego regionu. Chciałbym więc przypomnieć wszystkim, czym był przewidziany dla Europy plan Marshalla. Polegało to na tym, że George Marshall zaproponował Stanom Zjednoczonym Ameryki, aby pewien procent całkowitego wyniku gospodarczego Stanów Zjednoczonych został przeznaczony dla Europy. Rezultaty tego są dobrze znane – dziś nazywamy je Unią Europejską, a poziom zamożności, rozwoju demkratycznego oraz korzyści z pokoju nie mają w sobie równych w historii tego kontynentu.

Chciałbym także zauważyć, że te same rządy, które nad tym dyskutują, będą równocześnie zdania, że nawet 1 % całkowitego wyniku gospodarczego byłby dla Unii Europejskiej ceną zbyt wysoką. Nie możecie zgłaszać tych górnolotnych postulatów, a następnie nie robić nic! Jeśli chcemy stabilnej sytuacji w naszym południowym sąsiedztwie, będziemy musieli zapewnić znaczące środki. Jest tak dlatego, że tamtejsi mieszkańcy potrzebują jednej rzeczy, jaką jest perspektywa możliwości życia w pokoju, demokracji i zamożności – innymi słowy perspektywa uzyskania także przez nich tego, co mamy my. To musi być cel wszystkich wysiłków, jakie będziemy podejmować w najbliższych dniach, tygodniach i miesiącach, także tu, w Parlamencie Europejskim. W końcu wszystkie te gładkie słowa i piękne rezolucje, jakie razem przyjmujemy, nic nie dają ludziom z naszego południowego sąsiedztwa. Potrzebujemy działań, które będą namacalne. Z tego powodu wspólnym celem nas wszystkich musi być ustanowienie strefy wolnego handlu ukierunkowanej na równość gospodarczą pomiędzy Afryką Północną a Unią Europejską.

 
  
MPphoto
 

  Guy Verhofstadt, w imieniu grupy ALDE Panie Przewodniczący! Baronesso Ashton, myślę, że tym czego teraz potrzebujemy, jest bardzo jednoznaczny sygnał oraz deklaracja Pani i Rady Europejskiej w sprawie Libii. Myślę, że w tym przesłaniu niezbędne będą trzy rzeczy. Nadal giną tam ludzie, toteż to, co mówimy, nie pozostaje bez wpływu; to, co mówimy, może być pomocne tam, na miejscu.

Po pierwsze, musimy uznać – lub przynajmniej zacząć uznawać – Narodową Radę Tymczasową za organ reprezentujący Libijczyków. Myślę, że ktoś, kto zabija tak wielu swoich obywateli utracił wszelkie prawa do władzy. Musimy wobec tego rozpocząć proces uznawania, ponieważ może to pomóc opozycji wygrać tę bitwę z Kadafim na arenie politycznej.

Druga rzecz, którą musimy zrobić – i drugi element Państwa przesłania – polega na tym, że musimy zainicjować pomoc wszelkiego rodzaju. Opozycja potrzebuje leków, żywności, linii telefonicznych – a to wszystko możemy dostarczyć.

Po trzecie, musimy jak najszybciej sparaliżować morderczą potęgę Kaddafiego. W libijskim społeczeństwie panuje wyraźna zgodność co do tego, że nie może dojść do bezpośredniej interwencji zbrojnej w Libii. To libijska rewolucja i musi ona pozostać libijską rewolucją. Potrzebujemy za to strefy zakazu lotów. Unia Europejska – Rada i Państwo – musi jak najszybciej wnioskować do ONZ o przyjęcie rezolucji w tej sprawie – w sprawie utworzenia strefy zakazu lotów i powstrzymania bombardowań miast znajdujących się w rękach opozycji.

Oto potrzebne nam wyraźne potrójne przesłanie, które już teraz jest nam potrzebne. Nie trzeba go nam za tydzień czy dwa; potrzebne jest dziś, jutro, a już na pewno w piątek, kiedy Rada Europejska wyda swoje pierwsze oświadczenie polityczne w tej sprawie. Oto trzy kluczowe elementy, potrzebne dziś.

(FR) Panie Przewodniczący! Chciałbym wykorzystać to wystąpienie, aby poruszyć dość obszerne zagadnienie, bowiem to, co się dzieje, jest oczywiście historycznej wagi i ja uważam to za bardzo istotne.

Głęboko wierzę, że to, co dziś dzieje się w Libii, Tunezji i Egipcie, stanowi bezprecedensową szansę na stworzenie warunków niezbędnych do pokojowego rozwiązania konfliktu toczączego się już od dziesięcioleci pomiędzy Izraelem a Palestyną.

Wzywam Izrael, by wykazał dziś dość odwagi, aby szybko podjąć polityczne kroki w kierunku uruchomienia procesu pokojowego z państwem palestyńskim. Należy skwapliwie wykorzystać okazję do udowodnienia, że proces demokratyczny w tym regionie to podarunek od historii, dzięki któremu ten region i świat będą mogły uwolnić się od konfliktu, który spowodował tyle bólu, tak wiele nieporozumień i tragedii. To przesłanie należy przesłać temu regionowi już dziś.

 
  
MPphoto
 

  Daniel Cohn-Bendit, w imieniu grupy Verts/ALE – (FR) Panie Przewodniczący, Baronesso Ashton! Powiedziała Pani przed chwilą, Pani Baronesso, że musimy szanować narody i ich pragnienie wolności.

Bądźmy szczerzy. Od lat nam się to nie udaje. Mieliśmy swój wkład w te dyktatury – my, Unia Europejska i wszystkie państwa członkowskie. A więc zaprzestała już Pani negocjacji z pułkownikiem Kaddafim? Gratulacje! Czy mówi Pani poważnie? Czy naprawdę myśli Pani, że mogłaby to Pani robić dalej? Przez lata Unia Europejska, te państwa członkowskie i premier Berlusconi prowadzili na przykład negocjacje dotyczące powrotu uchodźców do Libii. Czy nikogo nie interesowało, jak tych uchodźców traktuje pułkownik Kaddafi?

(Oklaski)

W końcu powinniśmy wykazać w tej sprawie trochę samokrytyki.

Dziś naród powstał. Ma swoich przedstawicieli. Gdy powstał naród polski, nikt nie pytał o to, czy Solidarność została demokratycznie wybrana; Solidarność została uznana od razu, otrzymywała pomoc. Wzywam Panią do uznania tego rządu tymczasowego, ponieważ jest to jedyna siła zdolna wprowadzić demokrację. Tak, Panie Pośle Schulz, musimy chłodno myśleć, ale też musimy wybrać, po której stronie jesteśmy.

Dwie rzeczy są potrzebne.

Po pierwsze, pułkownik Kaddafi nie może wygrać, bo jeśli wygra, to nadzieja na demokrację w wielu regionach przepadnie i będzie to zwycięstwo dyktatorów. Dlatego też nasza polityka musi zmierzać ku takiej deklaracji: pułkownik Kaddafi musi przegrać, a Libijczycy muszą wyjść zwycięsko ze zmagań z pułkownikiem Kaddafim.

Po drugie, Libijczycy nie chcą żadnej zagranicznej interwencji zbrojnej – to prawda. Mówią jednak: „Chcemy strefy zakazu lotów”. Unia Afrykańska rozmawia o strefie zakazu lotów. Liga Arabska rozmawia o strefie zakazu lotów. A zatem, to nie jest NATO.

Porozumienie dotyczące wprowadzenia strefy zakazu lotów ma w pierwszym rzędzie na celu stworzenie nowej równowagi sił pod względem politycznym, odizolowanie pułkownika Kaddafiego od ONZ i danie do zrozumienia, że będziemy działać za pośrednictwem Rady Bezpieczeństwa lub Zgromadzenia Ogólnego, które w 100 % głosowały za wykluczeniem Libii z Rady Praw Człowieka. Oznacza to, że pułkownik Kaddafi jest całkowicie izolowany. To sygnał dla niego: „Nie masz przyszłości, nie masz szans!”.

Wojskowa strefa zamknięta to akt przede wszystkim polityczny. Jak można go urzeczywistnić? Pomysłów jest mnóstwo. Z całą pewnością nikt nie zamierza bombardować Libii, ale można na przykład zestrzelić startujący samolot. Trzeba pokazać pułkownikowi Kaddafiemu, że nie pozwolimy mu bombardować libijskich miast. Istnieją możliwości wyboru. Jest to akt polityczny, który musimy wprowadzić w życie.

(Oklaski)

Naprawdę wierzę, że jeśli chwycimy byka za rogi i uznamy ten rząd tymczasowy, to Unia Europejska, ONZ i Liga Arabska zaczną działać. Przyśpieszmy proces izolowania pułkownika Kaddafiego. Wierzę, że wtedy jego dni, jako libijskiego dyktatora, będą policzone.

Mamy też kwestię pomocy humanitarnej. Potrzeba lekarzy oraz sposobu na przetransportowanie rannych z Libii. Niektóre porty są otwarte, a cała pomoc humanitarna powinna napływać przez wschodnią część Libii. Na koniec – potrzebna jest też pomoc żywnościowa i wojskowa. Stoimy przed wyborem: jeśli pułkownik Kaddafi ma przegrać, to ci drudzy muszą wygrać.

Zadbajmy o to, aby nie powtórzyło się to, co stało się w Bośni. Na Bośniaków i Serbów nałożono embargo. Wszyscy byli co do tego zgodni. Lecz nie, tutaj jest jedna strona przeciw drugiej. Chcemy embarga wojskowego, embarga na broń dla pułkownika Kaddafiego. Chcemy dać libijskiemu narodowi szansę zbrojnego oswobodzenia się, ponieważ taka jest sytuacja – pułkownik Kaddafi sam tego chciał.

Chciałbym zakończyć mówiąc o sprawie uciekinierów i pomocy humanitarnej. Użyjmy wszelkich narzędzi, jakimi dysponuje UE, aby tymczasowo przyjąć uchodźców i zapewnić, by zostali oni uznani przez Radę Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych. W obozach są tysiące uchodźców, których UNHCR uznaje za takich. Powinniśmy pozwolić im przyjechać do Europy! Jeśli to zrobimy, uczynimy potężny humanitarny i polityczny gest, działając w sposób zapewniający Europie uznanie, uznanie dla wartości, którymi kieruje się Europa, ponieważ poprzez podjęte działania będziemy te wartości podtrzymywać. gwarantując wolność w Libii, Tunezji i Egipcie.

(Oklaski)

 
  
MPphoto
 

  Charles Tannock, w imieniu grupy ECR Panie Przewodniczący! To bardzo niecodzienna debata. Zgadzam się niemal ze wszystkim, co powiedział dziś Daniel Cohn-Bendit, co nieco mnie martwi. Jak zawsze mówiłem, Kaddafi pozostaje Fidelem Castro Afryki, chociaż nawet Castro nie uciekał się do tak okrutnej przemocy, jak to ostatnio czynił reżim Kaddafiego i jego synowie socjopaci w stosunku do cywilnych manifestantów.

W styczniu ubiegłego roku zwróciłem uwagę na fakt, że Kaddafi był niegdyś wielkim sponsorem terroryzmu. Teraz oczywiście oskarża o terroryzm swój własny naród. Kaddafi poświęcił wiele pieniędzy i czasu na umizgi do Zachodu, próbując nas przekonać, że jest odmienionym człowiekiem. Oczywiście nie udało mu się to. Dysponując ogromnymi dochodami ze sprzedaży ropy naftowej, mógł nimi hojnie szafować w zamian za polityczną przychylność w Europie i Afryce – nawet w moim własnym kraju, Wielkiej Brytanii, szczególnie za czasów poprzedniego rządu.

Naszym głównym priorytetem jest teraz pomoc w zakończeniu bezsensownej przemocy w Libii. Należałem do pierwszych posłów do tego Parlamentu, którzy apelowali o strefę zakazu lotów. Dziękuję Francji i Wielkiej Brytanii za energiczną realizację tego apelu nad całym obszarem tego kraju, za powstrzymywanie prowadzonych przez Kaddafiego bombardowań jego własnego narodu i napływu drogą powietrzną najemników – głównie z Algerii i Afryki subsaharyjskiej. Uważam, że Rada Bezpieczeństwa może nie usankcjonować sprawy strefy zakazu lotów, szczególnie wobec ryzyka weta ze strony Rosji lub Chin.

Teraz powinniśmy poważnie przemyśleć uznanie Tymczasowej Rady Narodowej w Benghazi jako prawowitego rządu libijskiego, tak by mogła ona prosić o pomoc wojskową bez potrzeby uciekania się do rezolucji ONZ. Zapobiegłoby to dalszym masakrom cywilów i oznaczało realną szansę dla prodemokratycznych rebeliantów.

Na szczęście udało się bezpiecznie ewakuować większość przebywających w Libii obywateli UE; jednak dla mnie było jasne, że większość państw członkowskich UE była zainteresowana pomaganiem tylko swoim obywatelom. Wydaje się, że w trakcie ewakuacji zapomniano zupełnie o postanowieniach traktatu z Maastricht, zgodnie z którymi obywatele UE, niezależnie od miejsca pobytu, mogą w razie pilnej potrzeby starać się o ochronę konsularną dowolnego państwa członkowskiego.

 
  
MPphoto
 

  Miguel Portas, w imieniu grupy GUE/NGL – (PT) Panie Przewodniczący! Powstania w Libii nie można zrozumieć bez zrozumienia rewolucji w Tunezji i w Egipcie. Właśnie dlatego, że to powstanie w Libii jest częścią historycznego, rewolucyjnego i powszechnego procesu, w efekcie którego demokracja zostanie zaszczepiona na południowych wybrzeżach Morza Śródziemnego i w całym świecie arabskim, stanowisko Europy i zmiany tego stanowiska, jeśli chodzi o sposób, w jaki działa ona w Libii, mają przemożne znaczenie.

Dni reżimu Kaddafiego są policzone, ponieważ jest to dyktatura, której ludzie przestali się bać. Reżim nie może przetrwać, skoro jego sąsiedzi przechodzą proces demokratycznych przemian, a ponadto jest on izolowany w społeczności międzynarodowej.

Jednak rozważając tę przemianę z punktu widzenia Europy, trzeba powiedzieć coś o przeszłości, jako że Unia Europejska była jednym z filarów wspierających stary reżim. W rezolucji nie ma o tym mowy, ale broń używana do represji wobec narodu libijskiego to w znacznej mierze europejska broń i europejskie bomby.

Dlatego też chcę się wyrazić bardzo jasno. Lewica popiera zamrożenie aktywów, embargo na dostawy broni, zacieśnienie kontaktów z powstańcami i wszelkiego rodzaju pomoc humanitarną, ale też pragnie jasno dać do zrozumienia, że jesteśmy przeciwni interwencji zbrojnej w każdej postaci, w tym środkowi, który może otworzyć drogę do takiej interwencji – strefie zakazu lotów.

Mówimy tu o tym jasno. Mamy doświadczenie i wiemy, jak zaczynają się interwencje wojskowe i że gdy już się zaczną, to nigdy się nie kończą.

 
  
MPphoto
 

  Bastiaan Belder, w imieniu grupy EFD (NL) Panie Przewodniczący! Za naszą południową granicą, na oczach Europejczyków rozgrywa się prawdziwy libijski dramat. Reżim Kaddafiego nie tylko utrzymuje pozycje, ale też bardzo silnie atakuje zbuntowane regiony kraju. Tymczasem w stolicy kraju, Trypolisie, na porządku dziennym są morderstwa, a niezliczeni obywatele libijscy znikają bez śladu. Ta tragiczna sytuacja potwierdza opinię pewnego doświadczonego podróżnika, który wielokrotnie bywał w Libii; zgodnie z nią prawdopodobnie jedynym skutecznym środkiem jest interwencja zbrojna.

Panie Przewodniczący! Potrafię jednak zrozumieć, dlaczego Zachód niechętnie odnosi się do użycia tego ostatecznego środka. Znacznie mniej zrozumienia mam jednak dla opóźnień i zwlekania z ustanowieniem nad Libią strefy zakazu lotów. Przecież bezczynność w tym względzie ma wysoką cenę, a konkretnie oznacza dłuższe cierpienia Libijczyków. Unia Europejska może i musi pomóc w przygotowaniu fundamentów państwa libijskiego po upadku Kaddafiego i lepszych perspektyw na przyszłość tego plemiennego kraju. Najpierw musimy złamać siły powietrzne Kaddafiego i sparaliżować „Brata Przywódcę”, jak lubi sam siebie nazywać.

 
  
MPphoto
 

  Bruno Gollnisch (NI) (FR) Panie Przewodniczący, Panie i Panowie! Uważam, że pobłażliwość i bezsilność, jakie od dawna okazujemy, nie powinny teraz ustępować pragnieniu podejmowania chaotycznej interwencji, której niekorzystne skutki staną się natychmiast oczywiste.

Na razie mogę powiedzieć, że ogólnie rzecz biorąc, popieram ostrożne wystąpienie posła Schulza. Istotnie uważam, że wiele dobrych zamiarów, o jakich słyszy się na tej sali, pragnienie interwencji humanitarnej i ingerencji w sprawy innych, ma prawdziwie odwrotne skutki. Pragną Państwo, by dyktatorzy opuścili swoje kraje i mają Państwo rację. Jeśli jednak chcecie, by odeszli, musicie pozostawić im drogę ucieczki. Nie można zaczynać od odmowy wydania im wizy, by mogli opuścić swój kraj, nie można też im obiecywać, że jedyną ich perspektywą na przyszłość jest życie spędzone w więzieniu. Jeżeli to zrobicie i gdy to zrobicie – i to jest fakt, Pośle Cohn-Bendit – to nie dacie im żadnego innego rozwiązania niż walka do ostatniej kropli krwi ich narodów. To jest fakt! Tradycyjne prawo międzynarodowe miało więc znaczącą przewagę nad wszystkim, co dziś słyszymy, i naprawdę szkoda, że zostało to przeoczone, a nade wszystko, że uszło to uwagi tych, którzy jeszcze nie tak dawno obsypywali tych dyktatorów pochlebstwami. Nie ja byłem tym, kto zaprosił do tego Parlamentu prezydenta Bena Alego i z uznaniem słuchał jego przemówienia. To byliście Wy wszyscy, Panie i Panowie, i nie było wówczas zbyt wielu głosów sprzeciwu!

 
  
MPphoto
 

  Ioannis Kasoulides (PPE) – Panie Przewodniczący! Gdy zaczynało się powstanie w Libii, miało ono takie same przyczyny i cechy, jak wydarzenia w Tunezji i Egipcie. Reżim Kaddafiego przedsięwziął bezprecedensowe, śmiertelne represje z użyciem lotnictwa, śmigłowców bojowych oraz bezwzględnych najemników, którzy strzelali tak, by zabijać nieuzbrojonych cywilów. Ta masakra spowodowała dezercje w armii oraz podawanie się do dymisji przedstawicieli rządu i służb dyplomatycznych. W Benghazi i innych miejscach ludzie przejęli broń od dezerterującej armii i powstanie przerodziło się teraz w konflikt zbrojny, przy nierównych siłach.

Dokonując zbrodni przeciw ludzkości i przeciw swojemu narodowi, Kaddafi utracił wszelkie prawo do sprawowania władzy. Przedłużający się konflikt powoduje ogromną katastrofę humanitarną w Libii i na jej granicach. Zagraża to napływem migrantów do UE, a zwłaszcza do tych jej państw członkowskich, które leżą na południu. Wpływa też na niebezpieczny dla światowej gospodarki wzrost cen ropy.

Stąd też konflikt ten musi zakończyć się natychmiast, ale nie może w nim zwyciężyć Kaddafi. Należy pilnie ustanowić strefę zakazu lotów, my zaś musimy użyć wszystkich innych możliwych środków, by pomóc prodemokratycznej frakcji Libijczyków w pokonaniu tych sił, które poprzez łapówkarstwo, zastraszanie i manipulowanie stosunkami plemiennymi wciąż wspierają Kaddafiego.

Możemy sobie wyobrazić, co będzie oznaczało zwycięstwo Kaddafiego. Będziemy świadkami sytuacji gorszej niż ta w Rwandzie. To będzie hańba dla całej ludzkości. Już teraz potrzebne są zdecydowane działania.

 
  
MPphoto
 

  Ana Gomes (S&D) – Panie Przewodniczący! Parlament Europejski wtóruje Organizacji Narodów Zjednoczonych w jej jednogłośnym przesłaniu do libijskiego dyktatora, mówiącym: ustąp, skończ z rozlewem krwi, stań przed wymiarem sprawiedliwości.

W obliczu spadającego na Libijczyków odwetu Kaddafiego, UE musi wypełnić obowiązek ochrony wspomagając egzekwowanie strefy zakazu lotów przewidzianej przez Ligę Arabską, Organizację Konferencji Islamskiej i Unię Afrykańską oraz stosując inne narzędzia, o których zadecydowała Rada Bezpieczeństwa, z użyciem wszelkich dostępnych środków, w tym zasobów WPBiO – proszę, aby zwróciła Pani na to uwagę, Baronesso Ashton – właśnie w celu egzekwowania embarga na dostawy broni.

UE musi uczynić więcej, aby pomóc wszystkim tym, którzy próbują uciekać lub pozostali w Libii, zdani na własne siły, poprzez wsparcie UNHCR i organizacji humanitarnych na miejscu oraz pomoc w przesiedleniu tych uchodźców, których nie można repatriować, takich jak Somalijczycy, Erytrejczycy i Etiopczycy. Plan działań na rzecz podziału obciążeń w kontekście przesiedlenia uchodźców, wspólny system azylowy, tymczasowe środki ochrony – te wszystkie środki Unia Europejska musi pilnie uruchomić, w myśl klauzuli solidarności i zasady non-refoulement, a także w ramach spójnej, długoterminowej strategii zarządzania następstwami przemian politycznych na północy Afryki, zajmując się pierwotnymi przyczynami migracji.

UE musi dokonać rewizji europejskiej polityki sąsiedztwa dla południa, nadać priorytet wspieraniu budowy potencjału i procesu wzmacniania instytucji celem utrzymania rządów prawa, praw człowieka, w tym praw kobiet, oraz przygotowania prawdziwych wyborów. Unia Europejska musi natychmiast nawiązać stosunki z kształtującymi się w Libii siłami politycznymi, czyli Narodową Radą Tymczasową, wspierać przemiany demokratyczne oraz dopilnować, aby demokracja niosła ze sobą te swobody, rozwój i godność, do których – jak widzimy – dążą Libijczycy.

 
  
MPphoto
 

  Alexander Graf Lambsdorff (ALDE) (DE) Panie Przewodniczący! Ta debata prowadzona tutaj, w Parlamencie Europejskim, unaocznia nam jeden fakt, mianowicie że nasze położenie w odniesieniu do tego konfliktu nie jest neutralne. Jesteśmy po stronie rewolucji demokratycznej. Kaddafi musi odejść i Europa musi czynić aktywne starania, by tak się stało.

Na szczeblu międzynarodowym istnieje w tym kontekście podział zadań. Omawiamy kwestię strefy zakazu lotów, do czego – jak to słusznie powiedział poseł Schulz – wymagane jest poparcie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Co zrobimy, jeśli Moskwa i Pekin nie udzielą zgody? Cóż, wtedy będziemy musieli usunąć tę lukę w prawie międzynarodowym. Będziemy musieli, nie bacząc na to, przyjąć na siebie odpowiedzialność za ochronę bezbronnej ludności, z pomocą Ligi Arabskiej i Unii Afrykańskiej, ale też posiłkując się aktywnym udziałem Unii Europejskiej. Za realizację działań wojskowych będzie wówczas odpowiedzialne NATO i jego partnerzy, ale pod względem politycznym i gospodarczym kluczową rolę odgrywać będzie także Unia Europejska, na długo po tym – jeśli taki scenariusz dojdzie do skutku – jak NATO i ONZ zakończą swoje główne role.

Jest jedna rzecz, którą chciałbym powiedzieć całkiem jasno: bardzo się ucieszyłem, Panie Pośle Schulz, słysząc, jak mówi Pan, że potrzebujemy strefy wolnego handlu. To dlatego, że jeśli nie dopuścimy produktów tych ludzi do UE, będą oni nadal przepływać Morze Śródziemne na swoich łupinkach, a ich masy będą zalewać Lampeduzę. Z całą pewnością tego nie chcemy. Stwórzmy więc strefę wolnego handlu, dopuśćmy produkty na rynek UE, tak aby przed mieszkającymi tam ludźmi otworzyła się przyszłość gospodarcza w ich zdemokratyzowanych krajach.

 
  
MPphoto
 

  Mirosław Piotrowski (ECR) - Wypadki w Libii stanowią kolejny element sekwencji wydarzeń w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Na gruncie Traktatu Lizbońskiego Unia Europejska dysponuje Służbą Działań Zewnętrznych, która dotychczas ospale podchodziła do wydarzeń w tym regionie. Dwukrotnie apelowałem, aby przynajmniej wysłała tam misję. Z zadowoleniem należy przyjąć, że w przypadku Libii taka misja doszła do skutku. Jej celem jest ocena działań humanitarnych, ale potrzebne są również konkretne działania polityczne. Według ONZ w Libii zginęło do tej pory 1 000 osób, a według Organizacji Praw Człowieka nawet do 6 000. Turbulencje w tym regionie przekładają się na wzrost cen ropy naftowej na światowych rynkach, co jest bardzo odczuwalne dla każdego mieszkańca Unii Europejskiej. W naszym żywotnym interesie leży, by na najbliższym szczycie Unia zajęła zdecydowane stanowisko, podejmując działania korelowane z dyplomacją Stanów Zjednoczonych. Dziękuję bardzo.

 
  
MPphoto
 

  Gerard Batten (EFD) – Panie Przewodniczący! Doniosłe wydarzenia w Afryce Północnej mogą mieć poważne konsekwencje, korzystne lub niekorzystne z punktu widzenia przyszłego dobrobytu i pokoju w cywilizacji zachodniej; teraz natomiast oglądamy wyniki procesu, który rozpoczął się 40 lat temu. Zachód stał się zakładnikiem krajów bedących producentami ropy naftowej, my zaś przekazywaliśmy kolejne miliardy dolarów zdeprawowanym i despotycznym reżimom. Bez ropy pułkownik Kaddafi byłby nikim więcej, jak tylko lokalnym, operetkowym dyktatorem.

Musimy mieć nadzieję, że w krajach takich jak Libia powstaną ustroje demokratyczne i liberalne – dla ich i naszego własnego dobra – ale nie możemy być tego pewni. Kraje Zachodu muszą skupić fundusze i wysiłek badawczy na znalezieniu jakiegoś alternatywnego rozwiązania dla ropy. Jeśli możemy wyciągnąć z tego kryzysu jakąś jedną, najbardziej niezbędną naukę, to jest ona taka: cywilizacje zachodnie w żadnym razie nie mogą być uzależnione od innych, gdy chodzi o niezbędne dostawy energii.

 
  
  

PRZEWODNICZY: GIANNI PITTELLA
Wiceprzewodniczący

 
  
MPphoto
 

  Elmar Brok (PPE) (DE) Panie Przewodniczący, Baronesso Ashton, Panie i Panowie! Chciałbym złożyć wysokiej przedstawiciel, pani Ashton, moje szczere podziękowania za przedstawiony nam opis sytuacji oraz za podejmowane przez nią w ciągu ostatnich tygodni wysiłki, które mogą choć trochę silniej zaznaczyć Europę na mapie, jeżeli będziemy traktować tę sprawę z niezbędną odwagą i jeśli podejmiemy konieczne kroki.

Pomimo różnic, wydarzenia w Afryce Północnej są w znacznej mierze porównywalne z tymi z 1989 roku. Ludzie domagają się wolności i lepszych warunków życia. Wraz z pomocą humanitarną, którą musimy dostarczyć już teraz, musimy proponować mieszkańcom Afryki Północnej naszą pomoc – jeśli będą jej chcieli – w budowaniu tam demokracji. Jednakże demokracja może przetrwać tylko wtedy, gdy wesprzemy tych ludzi w dążeniu do osiągnięcia lepszych warunków życia. Słyszelimy w tym kontekście o planie Marshalla i strefie wolnego handlu. To wszystko jest konieczne, ponieważ zakorzenienie sie w tych krajach demokracji, wolności i lepszych warunków życia może być pożyteczne także dla nas, i to w ogromnej i historycznej skali. Dlatego nie wolno nam przechodzić nad tym do porządku dziennego – musimy działać szybko.

Aby zapobiec ponownemu umocnieniu się pozycji mordercy Kaddafiego, musimy dodać ducha tym ludziom i pokazać im, że jesteśmy po ich stronie. Dlatego ustanowienie stosunków z Radą Tymczasową jest ważne. Musimy działać jako platforma kontaktowa, aby w ten sposób jasno dać do zrozumienia, że wprowadzamy także inne elementy. Musimy działać na rzecz całkowitej izolacji Kaddafiego, tak aby został on odcięty od swoich ludzi – aby niemożliwa była przyszłość z Kaddafim, aby ludzie wyswobodzili się od niego. Musimy więc także unemożliwić Kaddafiemu bombardowanie jego narodu. Oznacza to, że potrzebna jest strefa zakazu lotów albo też jakieś inne narzędzie, które zapewni ochronę i doda walczącym otuchy, tak by walczący o wolność nie stracili ducha. Ponadto, jako że możemy to zrobić wspólnie z Ligą Arabską, w uznaniu karty ONZ, w przypadku zaangażowania Rosji nie będzie potrzebna rezolucja ONZ. Następnie musimy pomóc ludziom w taki sposób, by w tym konflikcie mogli sobie wywalczyć drogę do wolności i zapobiec wybuchowi długotrwałej wojny domowej z tym mordercą.

(Mówca zgodził się odpowiedzieć na pytanie zadane zgodnie z procedurą niebieskiej kartki na mocy art. 149 ust. 8 Regulaminu)

 
  
MPphoto
 

  Miguel Portas (GUE/NGL) (PT) Panie Przewodniczący! Chciałbym tylko sprawdzić, czy dobrze usłyszałem posła Broka: czy powiedział Pan, że rozwiązanie wojskowe lub decyzja o charakterze wojskowym nie wymaga Pana zdaniem decyzji ONZ? Jeśli naprawdę Pan to powiedział, to muszę powiedzieć, że po tysiąckroć się z Panem nie zgadzam.

 
  
MPphoto
 

  Elmar Brok (PPE) (DE) Panie Przewodniczący! Dokładnie rzecz biorąc, powiedziałem, że będzie się to musiało odbywać we współpracy z Ligą Arabską i bardzo wieloma krajami arabskimi.

Po drugie, jest pożądane, aby działania były legitymizowane poprzez rezolucję Organizacji Narodów Zjednoczonych. Gdyby jednak miały one zostać zawetowane przez jednego ze stałych członków Rady Bezpieczeństwa, to istnieje mnóstwo sposobów właściwego wykorzystania karty ONZ. Nie możemy pozwolić, aby jeden ze stałych członków postawił weto, by zablokować nasze działania mające uniemożliwić Kaddafiemu mordowanie własnego narodu.

 
  
MPphoto
 

  Adrian Severin (S&D) – Panie Przewodniczący! Niedawne wydarzenia w naszym południowym sąsiedztwie, mające historyczne znaczenie, wymagają przeformułowania naszej polityki w tym regionie, jednakże musimy zacząć od wyciągnięcia wniosków.

Po pierwsze, musimy się nauczyć, że poleganie na autorytarnych przywódcach to błąd, podobnie jak narzucanie naszego modelu życia. Musimy dać tym ludziom możliwość budowania ich demokracji na ich sposób i na ich warunkach.

Po drugie, musimy zrozumieć, że podział naszej polityki pomocy na rzecz rozwoju pomiędzy poszczególne kraje umożliwia niekiedy promowanie krajowych programów geopolitycznych oraz pozbawia nas i kraje tego regionu korzyści płynących z bezpieczeństwa przez rozwój.

Po trzecie, nasz brak wizji i woli politycznej w działaniach dotyczących regionalnych wyzwań w zakresie bezpieczeństwa, a głównie konfliktu izraelsko-palestyńskiego, prowadzi nas do jeszcze głębszych kryzysów.

Musimy pamiętać, że w Libii, a także w innych krajach, nie wszyscy walczący z dyktatorem są demokratami i sama zmiana nie zawsze oznacza zmianę na lepsze.

Dlatego też możemy mówić o dialogu, zaangażowaniu, pomocy humanitarnej, ale uznanie może być przedwczesne, a odwołanie się do działań wojskowych należy wykluczyć bądź w każdym razie uzależnić od aprobaty ONZ i współpracy Ligi Arabskiej. W przeciwnym bowiem razie może to nas wciągnąć w perypetię, której skutki będą trudne do okiełznania.

 
  
MPphoto
 

  Marielle De Sarnez (ALDE) – (FR) Panie Przewodniczący, Baronesso Ashton! Europa musi być obecna na tym spotkaniu. W trakcie piątkowego szczytu Rada będzie musiała jednogłośnie i bez zastrzeżeń uznać prawowity charakter Rady Narodowej, której postulaty są proste. Po pierwsze, kryzys humanitarny. W Libii trwa wojna domowa. Musimy dziesięciokrotnie wzmóc wysiłki, by dostarczać żywności, lekarstw i lekarzy, a także udzielić wsparcia tysiącom uciekinierów zalewających Tunezję i Egipt. Europa nie może jednak poprzestać tylko na pomocy humanitarnej. Rada Europejska musi sprostać swoim obowiązkom i realizować, na podstawie decyzji podjętej w ONZ z udziałem Ligi Arabskiej i Unii Afrykańskiej, projekt wprowadzenia strefy zakazu lotów, co przeszkodzi lotnictwu pułkownika Kaddafiego w masakrowaniu jego narodu.

Na koniec chciałabym powiedzieć coś przywódcom, którzy grają na tych wszystkich obawach: uciekinierzy z Libii chcą tylko jednego – powrotu do swojego kraju. Tak jak ci, którzy dziś ryzykują życie walcząc za wolność i demokrację, oni też chcą żyć i pracować w wolnym kraju, z którego będą mogli być dumni. Gdy więc przyjdzie czas na odbudowę, Unia Europejska powinna z determinacją i odwagą podejmować starania właśnie na rzecz ich rozwoju gospodarczego.

 
  
MPphoto
 

  Derk Jan Eppink (ECR) Panie Przewodniczący! Wszyscy zgadzamy się, że Kaddafi był mordercą, i zgadzam się tu z posłem Schulzem. Jestem tylko ciekaw, dlaczego w ciągu minionych lat nasi unijni przywódcy starali się tego mordercę oczarować.

Oto fotografia Hermana van Rompuya, który niedawno objął swój urząd i już obraca się w niewłaściwym towarzystwie; a oto mamy Guya Verhofstadta, który przyjmuje dyktatora z honorami wojskowymi, co najwyraźniej mu się podoba. A tu, Panie Pośle Cohn-Bendit, mamy Silvio Berlusconiego. Wiemy, że Berlusconi lubi się całować, ale on całuje się z osobą zupełnie niewłaściwą. Baronesso Ashton! Mam tu także Tony’ego Blaira, Pani byłego szefa, który całuje się z dyktatorem.

Chodzi mi o to: zgadzam się, że muszą Państwo spotykać się z ludźmi bardziej paskudnymi od Was, ale nie muszą się Państwo z nimi całować. Nie muszą się Państwo z nimi ściskać. Nie muszą ich Państwo kokietować.

Karmili Państwo potwora, z którym ludzie teraz walczą – przez co teraz giną. Mówię więc tym wszystkim przywódcom UE, którzy całowali się i obejmowali z Kaddafim: wstydźcie się!

 
  
MPphoto
 

  Mario Mauro (PPE) (IT) Panie Przewodniczący, Panie i Panowie! Był to właściwy człowiek we właściwym czasie. Poseł Cohn-Bendit powiedział, że pułkownik Kaddafi to zbrodniarz, który zawierał umowy z Berlusconim.

Ja mówię, że Kaddafi to zbrodniarz, który zawierał umowy z Komisją Europejską, na której czele stał Romano Prodi, z rządem włoskim premiera D’Alemy, z laburzystowskim rządem premiera Blaira, a oprócz tego z setką innych rządów. Kaddafi to zbrodniarz, od ponad 20 lat pozostający przywódcą państwa, które nadal ma kluczowe i strategiczne znaczenie z punktu widzenia interesów połowy świata. Musimy mieć dość zdrowego rozsądku, by to przyznać; inaczej jak moglibyśmy przykładać rękę do planu Marshalla, o którym wspomniał poseł Schulz?

Plan Marshalla rzeczywiście istniał, Amerykanie dali nam pieniądze, lecz gdy to robili, zażądali od europejskich rządów odsunięcia od polityki w ich krajach komunistów; dyktowali nam warunki. Jakie są warunki, które zamierzamy postawić krajom na południowym wybrzeżu Morza Śródziemnego, byśmy sami mogli zobowiązać się do realizacji planu Marshalla? Czy zamierzamy zastępować dyktatorów z ostatnich lat innymi dyktatorami, by wspierać nasze własne interesy, czy też nasz plan Marshalla ma być pożywką dla rozwoju silnych, zdrowych instytucji, które będą nosić w sobie tego ducha, który żyje i jest zakorzeniony w społeczeństwie obywatelskim i który w ostatnich dniach ożył w tych krajach?

Oto prawdziwe pytanie, które musimy sobie zadać – i takie są wnioski, które musimy przedłożyć Radzie, łącznie z kwestiami strefy zakazu lotów i patroli u wybrzeży Libii, za które odpowiedzialne są okręty europejskie, a nie amerykańskie. Tym razem taka musi być właściwa odpowiedź Europy.

 
  
MPphoto
 

  Juan Fernando López Aguilar (S&D) (ES) Panie Przewodniczący, Pani Baronesso Ashton! Sądzę, że w trakcie tej debaty stało się jasne, iż cały Parlament Europejski jest świadom, że ten związany z przemianami kryzys w Afryce Północnej nie jest już tylko sprawdzianem europejskiej polityki zagranicznej, lecz teraz jest to już sprawdzian samej zdolności do funkcjonowania europejskiej polityki zewnętrznej. Dlatego jest absolutnie niezbędne, aby Unia Europejska mogła skierować do społeczności międzynarodowej spójne i rozpoznawalne przesłanie.

Chciałbym skorzystać z tej minuty, która mi tu przysługuje, aby dołączyć mój głos do tych, którzy podkreślają wagę wymiaru humanitarnego tego kryzysu transformacyjnego. Umożliwi to Europie prowadzenie działań na rzecz złagodzenia skutków na froncie humanitarnym, nade wszystko w odniesieniu do przesiedleńców, potencjalnych azylantów oraz uciekinierów opuszczających obszar konfliktu i zmierzających ku najbliższym granicom, którymi są granice Unii Europejskiej.

Dlatego też chcę podkreślić naglącą potrzebę dokończenia przez Unię Europejską tego pakietu azylowego, z którym nadal pozostajemy w tyle; dokonania rewizji dyrektywy 2001/55/WE w sprawie środków na rzecz ochrony wysiedleńców w przypadku kryzysów humanitarnych i podołania niespodziewanemu masowemu napływowi migrantów; osiągnięcia zdolności do przyznania priorytetu Europejskiej Agencji Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej i Europejskiemu Urzędowi Wsparcia w dziedzinie Azylu, które są narzędziami do jej dyspozycji; oraz, przede wszystkim, nadania klauzuli praw człowieka w jej polityce zagranicznej prawdziwego znaczenia, co sprawi że nie będzie ona tylko przydługą klauzulą, lecz warunkiem samego istnienia polityki zagranicznej Unii Europejskiej.

 
  
MPphoto
 

  Kristiina Ojuland (ALDE) – Panie Przewodniczący! Wczoraj wielu posłów do naszego Parlamentu spotkało się z przedstawicielami libijskiej Rady Tymczasowej, których przesłanie było absolutnie jasne: potrzebują oni międzynarodowego wsparcia i pomocy, i to szybko.

Dlatego też pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, jak to już mówiło wiele spośród moich koleżanek i kolegów, jest rozpoczęcie nawiązywania stosunków z Radą Tymczasową w celu uprawomocnienia jej działań. Musimy ją uznać.

Po drugie, wszyscy wiemy – i wiele koleżanek i kolegów o tym mówiło – że w Libii w każdej minucie giną ludzie z rak sił powietrznych Kaddafiego i dlatego musimy, jako Unia Europejska, wspólnie z Organizacją Narodów Zjednoczonych i Ligą Arabską, ustanowić strefę zakazu lotów.

Moja ostatnia uwaga dotyczy kwestii humanitarnych. Ci ludzie potrzebują prostych, podstawowych artykułów, takich jak jedzenie, woda czy środki medyczne. Potrzebują też pomocy technicznej. Nawet wojskowi, którzy są po stronie opozycji, potrzebują pomocy technicznej, aby utrzymywać łączność.

 
  
MPphoto
 

  Paweł Robert Kowal (ECR) - Na szczęście nie jest tak, jak powiedział kolega Eppink, że w ostatnich latach cała Europa i wszyscy politycy na świecie całowali się z Kaddafim. Już 25 lat temu Ronald Reagan nie miał wątpliwości, kim jest Kaddafi. Nam zajęło 25 lat, żeby do tego dojść dzisiaj. Te pocałunki nie były oczywiście całkiem bez uzasadnienia. Uzasadnieniem ich było słowo stabilizacja. Dzisiaj w miejsce słowa „stabilizacja” musimy wpisać „demokracja”. Jest to szansa, z której musimy skorzystać teraz. W najbliższych dniach odbywać się będzie szczyt. Czekamy na jego wyniki. Nie możemy stracić kolejnych kilkudziesięciu lat. Naszym problemem jest nie to, że nie rozumiemy czasów. Często mówimy tutaj właściwe rzeczy. Naszym problemem jest to, że powoli działamy. Naszym problemem jest to, że nasze działania nie są skuteczne. Jest to może najważniejsza szansa i najważniejsza możliwość wobec wszystkich sąsiadów, także Łukaszenki. Chodzi o to, żebyśmy umieli na czas reagować, bo za 25 lat będziemy znowu oglądali zdjęcia z pocałunkami. Dziękuję.

 
  
MPphoto
 

  Michael Gahler (PPE) – (DE) Panie Przewodniczący, Panie i Panowie! Wszyscy chcemy pomóc mieszkańcom Afryki Północnej w osiągnięciu ich uprawnionych celów. Dalszą drogę wybiorą ludzie tam, na miejscu, my jednak musimy być gotowi – jeśli poproszą nas o wsparcie – natychmiast udzielić pomocy humanitarnej. Dlatego też to dobrze, że ECHO, Departament Pomocy Humanitarnej Komisji Europejskiej, już ma swoich przedstawicieli na miejscu, w Tunezji i w Egipcie.

Teraz jednak doświadczamy prawdziwego testu warunków skrajnych, jeśli chodzi o możliwości i kwalifikacje UE i jej państw członkowskich, ponieważ musimy robić wszystko natychmiast: wywieźć samolotami naszych obywateli, zaspokoić podstawowe potrzeby uchodźców z sąsiednich krajów i odstawić ich do domu, rozwiązywać problem uchodźców docierających do UE przez morze oraz przeciwstawiać się bezprawnym roszczeniom dyktatora dotyczącym sprawowania władzy.

Za pomocą jakich konkretnych kroków należy odebrać prawa Kaddafiemu?

Pierwszy jest taki, że wszyscy musimy odwołać naszych ambasadorów z Trypolisu.

Po drugie musimy uznać Tymczasową Radę Narodową za prawowity organ, z którym będziemy prowadzić kontakty w Libii, i wspólnie z nią wypracować umowę dotyczącą świadczenia pomocy humanitarnej.

Trzeci krok jest taki, że nasze państwa członkowskie w Radzie Bezpieczeństwa powinny wspólnie złożyć wniosek o utworzenie strefy zakazu lotów, który można przegłosować w krótkim czasie.

Czwarty krok: jeśli Rada Bezpieczeństwa zostanie zablokowana poprzez weto, powinniśmy wspierać rozwój prawa międzynarodowego na szczeblu regionalnym. Innymi słowy, jeżeli Unia Afrykańska, Liga Arabska i UE będą zgodne, powinniśmy znaleźć w regionie jakiś wspólny sposób na utworzenie strefy zakazu lotów za pomocą odpowiednich środków.

Oczywiście w perspektywie średnioterminowej musimy omówić, w jaki sposób mamy stworzyć możliwości rozwoju tych krajów – na przykład poprzez strefę wolnego handlu, tak aby ludzie mogli znaleźć dla siebie przyszłość w swoich ojczyznach.

 
  
MPphoto
 

  Sylvie Guillaume (S&D) – (FR) Panie Przewodniczący! Chciałabym udzielić poparcia rezolucji w sprawie sytuacji w Libii, złożonej przez nasz Parlament. Istotnie, daje ona instytucjom europejskim materiał do przemyśleń. Przedstawiono w niej jasno i zdecydowanie sposób, w jaki możemy przyczynić się do przezwyciężenia trudności w czasie, gdy sytuacja w Libii pogarsza się z dnia na dzień.

Ze swej strony chciałabym podkreślić dwie sprawy: po pierwsze, w krótkiej perspektywie naszym prawdziwym priorytetem jest ochrona ludności cywilnej – czy to uciekających przed walkami przesiedleńców, czy Libijczyków, którzy znaleźli się w ogniu ataków pułkownika Kaddafiego na własny naród. Wszelkie możliwe zasoby musimy zainwestować w kryzysową pomoc humanitarną, pomagając nie tylko sąsiednim krajom, które w największym stopniu spotykają się z potrzebą udzielenia schronienia ludziom – Tunezji, Egiptowi i Nigrowi.

Po drugie, mamy też zobowiązania o charakterze średnio- i długoterminowym: musimy wykorzystać historyczną szansę, jaką dostaliśmy, na korzyść tych powstań, aby wesprzeć proces demokratycznych przemian i spojrzeć dalej w przyszłość, tak aby móc zreformować wspólną europejską politykę azylową i imigracyjną na podstawie prawdziwie zrównoważonego partnerstwa, które zada decydujący cios praktyce wykorzystywania krajów regionu śródziemnomorskiego jako policjantów Europy.

 
  
MPphoto
 

  Edward McMillan-Scott (ALDE) Panie Przewodniczący! Od czasu, gdy zostałem wyznaczony na stanowisko wiceprzewodniczącego ds. demokracji i praw człowieka, próbuję wykorzystywać mój głos, by mówić w imieniu tych, którzy mówić nie mogą. Tak się składa, że dziś na tej sali mamy gości z Tymczasowej Przejściowej Rady Narodowej Libii, którzy spotkali się wczoraj wieczorem z wiceprzewodniczącą Komisji/wysoką przedstawiciel, lecz nie mogą wziąć udziału w tej debacie. Moim zdaniem – i myślę, że jest to zdanie wielu obecnych na tej sali – Unia Europejska musi uznać Tymczasową Przejściową Radę Narodową Libii przed nadejściem weekendu, jeśli coś jeszcze może zrobić; widzę, że pani baronessa Ashton przyśpieszy realizację niektórych pomysłów.

Klęska Kaddafiego ma kluczowe znaczenie nie tylko dla Libii, ale także dla milionów Arabów w całym świecie arabskim – tych, którzy walczą o wolność. Jeśli oficjalnie uznamy tę radę tymczasową, umożliwi to kierowanie zapotrzebowania na pomoc humanitarną i innego rodzaju, a także wsparcie o strategicznym znaczeniu w tym czasie – właśnie poprzez tę radę. UE musi jednogłośnie wspierać demokrację wszędzie tam, gdzie zaczyna ona kwitnąć.

 
  
MPphoto
 

  Tokia Saïfi (PPE) – (FR) Panie Przewodniczący, Baronesso Ashton! W tych dramatycznych godzinach, gdy przyszłość Libii wisi na włosku, pomoc humanitarna jest ważna, ale to nie wystarczy. Unia Europejska musi zająć jasne stanowisko odnośnie do strefy zakazu lotów, aby powstrzymać okrutne represje wobec ludzi. Rozumiemy wahanie i jesteśmy świadomi zagrożeń, niemniej ta sprawa wykracza poza problem Libii. Ma ona wpływ na przyszłość polityczną całego regionu i na przyszłość polityczną Europy.

Unia Europejska musi również pilnie uznać Radę Narodową za prawowitą władzę Libii. Mamy szansę wysłać silny sygnał do wszystkich walczących o swoją wolność narodów: „Europa jest za Wami, bowiem wasza walka jest także naszą walką”.

Polityka sąsiedztwa wymaga także reorientacji w kierunku wspomagania przemian demokratycznych, wspierania gospodarki oraz wzmacniania stosunków z innymi krajami i organizacjami w tym regionie.

Na koniec – musimy pilnie pomóc tym krajom w zarządzaniu tamtejszymi przepływami migracyjnymi. Sceny ucieczki ludzi stanowią dowód, że problem występuje w równej mierze na linii południe-południe, jak i na linii północ-południe.

Panie i Panowie, Baronesso Ashton! Przyszedł czas, by dokonać wyboru: albo Europa wyśle wyraźne przesłanie o poparciu i mobilizacji w celu udzielenia tym narodom pomocy, albo zbuduje mur, by przekształcić się w iluzoryczną, samolubną fortecę.

 
  
MPphoto
 

  Pier Antonio Panzeri (S&D) (IT) Panie Przewodniczący, Panie i Panowie! To, w jakim duchu przebiega ta debata pozwala mi, Baronesso Ashton, przypomnieć Pani, że w zeszłym tygodniu Zgromadzenie Parlamentarne Unii dla Śródziemnomorza zakończyło swoje posiedzenie w Rzymie. W trakcie posiedzenia wytyczono kilka ścieżek; byłoby dobrze, gdyby Komisja do nich powróciła, szczególnie w kontekście sugestii dotyczących wspierania postępującego procesu demokratycznych przemian.

Dlatego też wzywam Panią i Komisję do bacznego śledzenia rozwoju wydarzeń w Tunezji. Kraj ten w obiektywny sposób stanowi wiodącą siłę w dążeniu do demokracji i wyznacza pewien wzorzec dla całego regionu.

Jeśli chodzi o Libię, musimy być w pełni świadomi, że po wydaniu orzeczenia, iż jest ona częścią społeczności międzynarodowej, będziemy musieli się zmierzyć z konsekwencjami zaostrzenia stosunków z reżimem Kaddafiego – zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że jego reżim stawia silniejszy opór, niż reżimy Bena Alego i Mubaraka.

To oznacza, że już teraz musimy działać na czterech frontach – przy czym ramy czasowe w polityce mają decydujące znaczenie – i robić to wiarygodnie, szczerze i konsekwentnie. Musimy wystąpić z właściwym europejskim planem finansowym. Rozumiem energiczne wypowiedzi wielu z Państwa, jednak potrzebujemy raczej planu Ashton, niż planu Marshalla. Potrzebujemy też europejskiej polityki imigracyjnej i azylowej, polityki odstraszania obejmującej zamknięcie przestrzeni powietrznej, jak również pełnego wsparcia dla oponentów reżimu Kaddafiego.

Baronesso Ashton! To od Pani i Pani powiązań z Radą, z zakresu polityki zagranicznej, zależy to, czy te postulaty będą mieć znaczenie w nadchodzących dniach, ale także to, czy unikniemy sytuacji, w której w polityce zagranicznej Europy znów mielibyśmy zaskoczenie z powodu wydarzeń, które zmienią oblicze regionu śródziemnomorskiego.

 
  
MPphoto
 

  Cristian Dan Preda (PPE) (RO) Panie Przewodniczący! Przed kilkoma dniami reżim Kaddafiego wystosował do Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych pismo, wyrażając zaskoczenie przyjętymi 26 lutego sankcjami i stwierdzając, że w związku z pewnymi „działaniami wywrotowymi” odwołano się tylko – jak to ujął Kaddafi – do „umiarkowanej przemocy”. Jest to wyraźna oznaka tego, że dyktator, który wie, że przegrał, nie jest już zdolny uświadomić sobie ciężaru popełnianych przez siebie czynów. Prowadzi to do niezwykle cynicznego bagatelizowania przemocy, która ma miejsce w Libii przez ostatnie trzy tygodnie.

Z drugiej strony, reakcja reżimu Kaddafiego stanowi wyraźny dowód na to, że wprowadzone dotychczas sankcje nie są mu całkiem obojętne. Dlatego właśnie uważam, że musimy stosować możliwie najostrzejsze sankcje – oczywiście w ramach mandatu ONZ. Uważam jednak, że musimy zrobić coś więcej niż samo wprowadzenie strefy zakazu lotów, udzielając wsparcia tym, którzy muszą pokonać Kaddafiego, a jednocześnie okazując też solidarność z południowymi państwami członkowskimi, do których trafi fala uchodźców. Do tego, oczywiście, również dojdzie.

 
  
MPphoto
 

  Simon Busuttil (PPE) (MT) Panie Przewodniczący! Wydarzenia w świecie arabskim i we wszystkich krajach świata arabskiego to piękny sen, który staje się rzeczywistością. Aby jednak ten sen nie stał się koszmarem, musimy wypełnić nasze zadanie i dopilnować, by narody te nie tylko pozbyły się swoich dyktatorów, ale też wykorzeniły same dyktatury. To wymaga, aby przeszły one fazę przemian, w trakcie której potrzebna jest potężna pomoc z naszej strony.

To prawda, że wszyscy układaliśmy sobie stosunki z tymi krajami i ich reżimami. Gdy tylko jednak staliśmy się świadkami wstrząsających aktów przemocy, przemówiliśmy jednym głosem: przeciw przemocy i stosującemu ją reżimowi. Kolejnym krokiem jest zatrzymanie tej przemocy, nie tylko słownie, ale poprzez nasze działania. Każdy mijający dzień, który przynosi ze sobą przemoc, to kolejny dzień, w którym my pozwoliliśmy na morderstwa i rozlew krwi.

Musimy wzmocnić obecność humanitarną Unii Europejskiej. Ten proces już trwa, a Cathy Ashton wykonuje dobrą robotę, ale musimy zwiększyć naszą pomoc humanitarną, zarówno dla Libijczyków, jak i dla tych, którzy uciekają przed reżimem do Tunezji i Egiptu. Ponadto musimy być przygotowani na wypadek, gdyby ten napływ skierował się ku Europie. Bardzo pięknie jest głosić, że powinniśmy otworzyć nasze drzwi przed uciekinierami z Libii, lecz ciągle jeszcze nie wiadomo, czy wszyscy weźmiemy na siebie tę odpowiedzialność, gdy do tego dojdzie.

 
  
MPphoto
 

  Ernst Strasser (PPE) – (DE) Panie Przewodniczący, Baronesso Ashton! Raz za razem musieli Państwo sobie radzić z dochodzącymi z tego miejsca krytycznymi uwagami. Chciałbym skorzystać z dzisiejszej debaty, aby wyraźnie stwierdzić, że w czasie tego kryzysu Unia Europejska – a w szczególności Pani ze swym personelem – działała i działa szybko, dobrze i skutecznie. Posunęło to również Europę o krok bliżej w kierunku roli, jaką wspólnie przewidujemy jako współzałożyciele globalnego świata.

Słuszną i ważną rzeczą jest spostrzeżenie, że w każdym z krajów panują specyficzne okoliczności – szczególnie w Libii. W przypadku Libii Unia Europejska na czas zajęła stanowisko polityczne, opowiadając się przeciw ludobójstwu i za społeczeństwem obywatelskim. Słusznie wzmożono naciski na reżim Kaddafiego wspólnie z NATO, ONZ i innymi partnerami. Wyraźnie nie da się wykluczyć także akcji militarnej, o ile miałaby ona zostać podjęta w ramach konwencji prawa międzynarodowego. Co więcej, ci, którzy zostali zmuszeni do ucieczki ze strefy walk, muszą otrzymać pomoc humanitarną – żywność, materiały medyczne, dach nad głową.

Musimy również zastanowić się, co stanie się w pierwszym dniu epoki „po Kaddafim”. W tym kontekście chciałbym odnieść się raz jeszcze do Zgromadzenia Unii dla Śródziemnomorza w Rzymie, podczas którego przedstawiono propozycje pewnych dobrych posunięć – po pierwsze bezpieczeństwa osobistego dla obywateli, po drugie bezpieczeństwa politycznego, co obejmuje bliską współpracę z rządem tymczasowym, i po trzecie – bezpieczeństwa gospodarczego.

Musimy robić wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić powrót do normalności życia gospodarczego w tych krajach oraz umożliwić ludziom znalezienie pracy.

 
  
MPphoto
 

  Krzysztof Lisek (PPE) - Panie Przewodniczący, Pani Wysoka Przedstawiciel! Myślę, że na te wydarzenia w Północnej Afryce, w Libii musimy spojrzeć również z punktu widzenia pewnego procesu historycznego. Nie tak dawno byliśmy wszyscy świadkami i niestety trochę uczestnikami morderstw na Bałkanach, sytuacji, w której ludzie w Europie zabijali się. Dzisiaj musimy zrobić wszystko, aby nie powtórzyć tego scenariusza. Dlatego mam nadzieję, że podczas najbliższego szczytu Unii Europejskiej wykażemy determinację, aby szybko reagować, i takie rzeczy, jak strefa zakazu lotów, czy zerwanie de facto relacji dyplomatycznych z reżimem Kaddafiego i z samym Kaddafim jako przestępcą, wydają się konieczne.

 
  
MPphoto
 

  Tunne Kelam (PPE) - Panie Przewodniczący! Pani oświadczenie wstępne, Pani Wiceprzewodnicząca Ashton, dodało mi otuchy, zwłaszcza gdy wspomniała Pani, że nasze działania muszą być zakorzenione w podstawowych wartościach UE, spontaniczne protesty w Afryce Północnej dowiodły bowiem, że niedemokratyczni władcy nie potrafią zapewnić prawdziwej stabilności. Musimy zdać sobie sprawę, że próby oswojenia brutalnych dyktatorów, takich jak Kaddafi, spaliły na panewce, wpędzając nas w wielkie zakłopotanie. Ludzie w Libii walczą za wartości, które podzielamy; my zaś musimy stanąć wyraźnie po ich stronie.

To samo, opierające się na wartościach podejście ma zastosowanie w naszej przyszłej polityce w stosunku do takich krajów jak Iran, Białoruś, Kuba, Chiny i Rosja.

Tym, co musimy zrobić w najbliższych dwóch dniach, jest poparcie projektu strefy zakazu lotów, natychmiastowe uznanie Tymczasowej Rady Narodowej oraz zajęcie się społecznymi i gospodarczymi przyczynami tych rewolucji.

Myślę, że nie obejdziemy się bez długoterminowego planu w rodzaju planu Marshalla.

 
  
MPphoto
 

  Nadezhda Neynsky (PPE) (BG) Panie Przewodniczący, Lady Ashton! Aby uniknąć niepokojów w Benghazi, mieście opozycji, w 1999 roku Kaddafi potrzebował kozłów ofiarnych, które mógłby obciążyć winą za zakażenie dzieci AIDS, będące skutkiem niskiego poziomu libijskiej opieki zdrowotnej. W tym celu znalazł sobie sześć bułgarskich pielęgniarek i palestyńskiego lekarza, którzy spędzili w libijskich więzieniach długie, pełne udręki lata.

Jednakże manipulowanie tą sytuacją nie powiodło się Kaddafiemu w jego własnym kraju, czego dowodzi fakt, że to właśnie w Benghazi rozpoczęła się rewolucja. Pielęgniarki, które padły ofiarą dyktatury Kaddafiego, stały się symbolem europejskiej solidarności. Tej europejskiej solidarności oczekuje się dziś od samych obywateli Libii i od libijskiej młodzieży. Oczekuje się jej od tych, którzy nie chcą, aby świat arabski stał przed dylematem „albo dyktatura, albo islamiści” i którzy codziennie dają dowody – także własną krwią – że także w tym świecie jest miejsce dla demokracji.

Dlatego właśnie gdy dziś my, Europejczycy, dyskutujemy nad przyszłością Libii, musimy być bezstronni w naszych ocenach, zdecydowani w działaniach i – co najważniejsze – zjednoczeni w decyzjach. Musimy wspierać w tym świecie zasady, wolność i demokrację.

 
  
MPphoto
 

  Agustín Díaz de Mera García Consuegra (PPE) (ES) Panie Przewodniczący! Tam są tysiące uchodźców i tysiące przesiedleńców. Rozwiązaniem tego kryzysu jest ewakuacja. Tym, czego potrzeba jest transport. Jak powiedział poseł Guterres, ci ludzie nie chcą przyjeżdżać do Unii Europejskiej, oni chcą wrócić do domu.

Tam są 2 miliony imigrantów, 1 milion Egipcjan i 80 tysięcy obywateli Bangladeszu. Musimy skupić się na tych najsłabszych z najsłabszych: Erytrejczykach, Somalijczykach, mieszkańcach Afryki subsaharyjskiej wziętych omyłkowo za najemników i na Palestyńczykach. Wysoka Komisja Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) informuje, że w ciągu trzech miesięcy będzie potrzebować 160 milionów dolarów, aby zapewnić wodę, lekarstwa, żywność i transport.

Oczekujemy, że Unia udzieli w piątek dobitnej odpowiedzi. Kaddafi nie może uniknąć międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości; masowe ataki na jego naród to zbrodnia przeciw ludzkości. Prokurator Luis Moreno-Ocampo już podejmuje działania.

Panie Przewodniczący! Parlament Europejski musi w tym uczestniczyć. My również jesteśmy demokratycznym instrumentem służącym do wywierania presji i informowania wolnego świata. Potrzebujemy mandatu od tego Parlamentu dla parlamentarnych delegacji przy obozach dla uchodźców prowadzonych przez UNHCR, Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc.

 
  
MPphoto
 

  Salvatore Iacolino (PPE) (IT) Panie Przewodniczący, Panie i Panowie! Przybierające wciąż na sile i rozprzestrzeniające się powstania, które obserwujemy obecnie w regionie śródziemnomorskim, stanowią z całą pewnością wyraz gorącego pragnienia demokratycznego uczestnictwa, nade wszystko ze strony młodych ludzi, których Facebook i Twitter popychają w kierunku innego świata, bardziej odpowiadającemu ich dążeniom.

Niemniej jednak regiony graniczące z Morzem Śródziemnym należą do bardzo różnych światów, a teraz muszą cierpieć, bardziej niż kiedykolwiek, krwawą przemoc ze strony dyktatorów, z którymi – trzeba to powiedzieć – niemal wszyscy światowi przywódcy utrzymywali stosunki.

Mam kilka kwestii, które chciałbym poruszyć: kryzys humanitarny, ochrona godności uchodźców – przy świadomości, że kryzys ten może szybko przerodzić się w sytuację zagrożenia dla zdrowia publicznego; nadmierne zagęszczenie przesiedleńców bez należytej opieki zdrowotnej; zakończenie aktów przemocy; konieczność rozpatrzenia założenia dotyczącego strefy zakazu lotów; nowy i inny rodzaj solidarności – zwracam się tu do Pana Przewodniczącego i Baronessy Ashton – dla potrzeb polityki śródziemnomorskiej, takiej, która pozwalałaby na prawdziwą ochronę w regionie śródziemnomorskim liczącej się grupy ludzi, którzy trwają przy swoich przekonaniach; zmiany w agencji Frontex; oraz – dlaczego nie? – przypomnienie Radzie (której dziś tu nie ma), że obowiązują dwie dyrektywy w sprawie ochrony pracowników sezonowych i transferów obywateli państw trzecich w ramach jednej firmy, co może również stanowić odpowiedź – w postaci zatrudnienia – na wyjątkowe potrzeby, którymi naprawdę musimy bardziej skutecznie się zająć.

 
  
MPphoto
 

  Przewodniczący – Teraz zaczynamy procedurę pytań z sali. Chciałbym Państwa z góry ostrzec, że mam 19 próśb o udzielenie głosu, ale nie mogę spełnić wszystkich; mogę przyjąć tylko pięć lub sześć wniosków. Nie chciałbym tym urazić innych posłów, jednakże debata znacznie się przedłużyła, wprowadzenie baronessy Ashton było bardzo długie i nie możemy obradować dłużej kosztem następnej debaty. Dlatego proszę mi wybaczyć. Oddam teraz głos tym, którzy zgłosili się pierwsi; oczywiście zadbam o uczciwą reprezentację wszystkich grup.

 
  
MPphoto
 

  Arnaud Danjean (PPE) – (FR) Panie Przewodniczący! Podkreślała Pani, Pani Baronesso Ashton – i wszyscy jesteśmy tego w pełni świadomi – potrzebę pilnego działania w odpowiedzi na kryzys libijski. Słusznie wskazała Pani to, co Unia Europejska zrobiła – a zrobiła to dość dobrze – w kontekście pomocy humanitarnej i ewakuacji obywateli Europy.

Uważam w gruncie rzeczy, że Unia Europejska może zyskać dzięki znacznie większemu nagłośnieniu tych działań, ponieważ ludzie zbyt często mają wrażenie, że operacje te prowadzą same państwa członkowskie, podczas gdy w tym przypadku – jak Pani podkreślała – działały mechanizmy europejskie.

Przechodząc teraz do obszaru działań politycznych i wojskowych: z całą pewnością należy przypominać o strefie zakazu lotów – jeśli nie tylko metodami politycznymi, to także wojskowymi. Będzie to jednak wymagało większego wysiłku, ponieważ – nie zapominajmy o tym – strefy zakazu lotów nie zapobiegły okrucieństwom dokonywanym na ziemi w Bośni i Kosowie, nawet gdy stosowano je bardzo rygorystycznie w przypadkach przelotów.

Podczas gdy oczekujemy na decyzje Rady Bezpieczeństwa ONZ, sami dysponujemy instrumentami europejskiej wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony. Możemy je zastosować w celu prowadzenia kontroli obszarów morskich, monitorowania przestrzegania embarga oraz dostarczania pomocy humanitarnej. Głos Europy w tej sprawie musi być dobrze słyszalny, Pani zaś dysponuje narzędziami potrzebnymi do działania.

 
  
MPphoto
 

  Richard Howitt (S&D) – Panie Przewodniczący! Zgadzam się w tej debacie ze wszystkimi, którzy apelują do Unii Europejskiej o zaangażowanie, działanie i wywiązanie się z obowiązku zapewnienia ochrony. Z zadowoleniem przyjmuję również wysłanie do Libii przez wysoką przedstawiciel, panią Ashton misji z mniejszymi problemami, niż na przykład w przypadku jednego z naszych państw członkowskich.

Czy jednak ci wszyscy, którzy wygłaszają w tej debacie tak mocne słowa, mówili to samo przez 42 lata brutalnej dyktatury wojskowej? Czy sprzeciwili się Państwo, gdy ponad 10 lat temu z zimną krwią zamordowano 1 200 więźniów? Albo wobec wiekopomnej litanii tortur, tajemniczych zniknięć i egzekucji bez procesu, które obciążają Kaddafiego?

Czy skarżyli się Państwo, gdy Komisja Europejska wszczęła negocjacje w sprawie umowy ramowej z Libią, które były na dobrej drodze do szczęśliwego zakończenia w tym roku? Ostre sankcje przeciw odchodzącym dyktatorom w czasach kryzysu wyglądają dobrze w oczach europejskiej opinii publicznej, ale twarde standardy przed kryzysem wyglądałyby jeszcze lepiej w oczach ludzi, którym – zgodnie z tym, co mówimy – staramy się pomóc.

 
  
MPphoto
 

  Sonia Alfano (ALDE) (IT) Panie Przewodniczący, Panie i Panowie, Baronesso Ashton! Jak niektórzy powiedzieli, w tej sprawie okazała Pani wielką odwagę biorąc byka za rogi; myślę jednak, że należy podjąć cały szereg elementarnych kroków.

W międzyczasie mówiła Pani o pociągnięciu winnych do odpowiedzialności. Nazwijmy ich po imieniu: musimy postawić przed sądem pułkownika Kaddafiego. Mówiła Pani też o przemocy. Myślę, że zamiast tego słuszne będzie stwierdzenie, że raz jeszcze na tych obszarach trwa ludobójstwo.

Nie możemy dalej chować głowy w piasek. Sądzę, że pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest uznanie libijskiej Rady Narodowej – tymczasowej rady. Musimy mieć jakiegoś partnera do rozmów; nie możemy już dalej mówić tylko o silnie ograniczonej pomocy humanitarnej.

Nie ma wątpliwości, że wszyscy musimy głośniej mówić o strefie zakazu lotów. Nie możemy dalej przechodzić do porządku dziennego nad wetem Chin i Rosji, krajów rządzonych przez dyktatorów. Chiny cenzurują Internet, a Rosja zabija dziennikarzy, takich jak Anna Politkowska. Myślę, że właśnie teraz pierwszą rzeczą jest przygotowanie naszych pozycji i uznanie libijskiej Rady Narodowej.

 
  
MPphoto
 

  Franziska Katharina Brantner (Verts/ALE) (DE) Panie Przewodniczący! Chciałabym raz jeszcze krótko zwrócić uwagę na kwestię polityki dotyczącej południowych krajów ościennych...

...oraz na propozycje, jakie wczoraj złożyła Komisja i wiceprzewodnicząca Ashton. Myślę, że tym, czego nam brakuje, jest jakiś pogląd na bieżące sprawy, jak na przykład odnośnie do naszych stosunków z Arabią Saudyjską i negocjacji z Syrią. Jak zamierza je Pani zmienić? Jak one się zmienią? Czy w negocjacjach z Syrią będzie Pani utrzymywać status quo? Co zrobi Pani z Arabią Saudyjską? Jak będą się układały nasze wzajemne oddziaływania z tymi krajami?

Tym, czego według mnie brakuje w Pani propozycji – która moim zdaniem jest ogólnie dobra – jest proces ustanawiania kryteriów dotyczących zacieśniania stosunków. Jak zrealizuje Pani zapowiedź „będziemy płacić więcej” – w oparciu o jakie kryteria, przez kogo weryfikowane? Myślę, że potrzebujemy pewnego procesu, takiego jak proces rozszerzenia, w ramach którego kryteria wyznaczy Komisja i Komisja będzie je weryfikować.

 
  
MPphoto
 

  Ilda Figueiredo (GUE/NGL) – (PT) Panie Przewodniczący! Jesteśmy solidarni z walczącym o wolność, demokrację i postęp społeczny ludem arabskim Tunezji, Egiptu i Libii, pamiętając przy tym o szczególnych warunkach panujących w każdym z tych krajów. Nie możemy jednak zapominać o wsparciu, jakiego rządy i przywódcy UE udzielali dyktatorom sprzedając im broń, z której teraz zabijają oni swoich obywateli.

Podobnie nie możemy się zgodzić na żadną zagraniczną interwencję ani na ingerencję wojskową w walkę obywateli tych krajów. Wiemy, jak zaczyna się ingerencja obcych sił, ale nigdy nie wiemy, jak ma się zakończyć, czego dowodzą przykłady Iraku, Afganistanu i wielu innych krajów. Należy szanować wybory polityczne, gospodarcze i społeczne mieszkańców tych krajów, jakie dokonają się w najbliższej przyszłości. Należy udzielić wszelkiej pomocy humanitarnej, o jaką poproszą, bez żadnych warunków wstępnych czy ingerencji.

 
  
MPphoto
 

  Mario Borghezio (EFD) (IT) Panie Przewodniczący, Panie i Panowie! Oczywiście musimy przyznać, że Zachód popełnił poważne błędy. My we Włoszech popełniliśmy pomyłkę, myśląc o pułkowniku Kaddafim jako o „naszym sukinsynu”, jak by to powiedział prezydent Roosevelt, podczas gdy on był jednym z wielu tych s...synów, którzy rządzą swoimi narodami, a teraz do nich strzelają lub skłaniają innych ludzi do strzelania do nich.

Jakżeż to się stało, że nikt w Parlamencie nie wspomniał o odpowiedzialności afrykańskich szefów państw i rządów, którzy do wczorajszego rana uważali go za brata, hołubili, wysyłali do ONZ jako przywódcę-przedstawiciela do spraw obrony praw człowieka, doprowadzając nawet do tego, że ogłosił sam siebie królem królów wśród krajów Afryki? Czy może pomyliłem osoby?

Teraz Europa popełnia kolejny błąd: próbuje lekceważyć oczywiste niebezpieczeństwo, gdy z terenu Libii ucieka ogromna rzeka Somalijczyków, Erytrejczyków i innych. Musimy zająć się tym problemem z prawdziwą energią. Musimy zastosować jakiś plan Marshalla, który obejmowałby sieć małych i średnich przedsiębiorstw, co umożliwiłoby pomoc tym ludziom – a nie wysyłać broń.

***

 
  
MPphoto
 

  Przewodniczący Zanim oddam głos baronessie Ashton, aby udzieliła odpowiedzi, chciałbym poinformować Państwa, że na galerii dla gości są tu dziś dwaj przedstawiciele libijskiej Tymczasowej Przejściowej Rady Narodowej, dr El-Welfali i dr al.-Eisawi, których niniejszym witamy.

Głośny aplauz to oznaka poparcia i solidarności Parlamentu oraz zdecydowanego poparcia, jakie okazaliśmy w trakcie debaty na rzecz wolności i demokracji w Libii. Dziękujemy Wam i życzymy szczęścia. Jesteśmy z Wami.

***

 
  
MPphoto
 

  Catherine Ashton, wiceprzewodnicząca Komisji, wysoka przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa – Panie Przewodniczący, Szanowni Posłowie! Bardzo dziękuję za tę ważną i, jak sądzę, bardzo znaczącą debatę w tym Parlamencie.

Wspólnym motywem debaty jest oczywiście życzenie zobaczenia w Libii zmian, które sprawią, że pragnienia ludzi staną się siłą napędową energicznych działań Unii Europejskiej i społeczności międzynarodowej.

Myślę, że pierwszy powiedział to pan poseł Schulz, lecz powtarzano to bardzo często: musimy myśleć bardzo trzeźwo o tym, co robimy i być bardzo zdecydowani odnośnie do tego, co powinniśmy robić. W pierwszej kolejności musimy mieć pewność, że pomoc humanitarna zostanie uruchomiona i dotrze we właściwe miejsca. Jesteśmy w kontakcie z organizacją Lekarze bez granic i Międzynarodowym Komitetem Czerwonego Krzyża na całym terytorium kraju, od Benghazi po Trypolis. Z dyskusji, w których uczestniczyłam, wiem jednak, że są tam obszary, przez które wyjątkowo trudno jest dostarczyć pomoc i leki do wnętrza kraju, jako że trwają tam walki i nie ma możliwości przedostania się.

Pracuje nad tym komisarz do spraw pomocy humanitarnej, Kristalina Georgieva, a wysiłki ze strony ONZ koordynuje Valerie Amos. Dobra wiadomość jest taka, że z niektórych miejsc otrzymujemy informacje mówiące, że na miejscu radzą sobie dobrze i że wsparcie dociera do celu – lecz oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia.

Słuchałam też tego, co panie i panowie posłowie mówili o problemach uchodźców. Intensywnie współpracujemy z państwami członkowskimi nad tym, by umożliwić ludziom powrót do domu. Wielu z uchodźców, którzy dotarli na granicę tunezyjską, przybyło z Egiptu i niektóre państwa członkowskie współpracowały blisko z Tunezyjczykami, aby zapewnić tym ludziom transport morski lub lotniczy z powrotem do domu, a także aby czuwać nad tymi, którzy wracają do Afryki.

Pozostaje jednak znacznie więcej pracy. Wierzę, że jeśli będziemy umieli w większym stopniu ustabilizować sytuację w kraju, to ludzie będą mogli pozostać w domach – tam, gdzie chcą być. Tak więc jedno z wyzwań stojących przed UE – i w tym względzie jestem bardzo otwarta – polega na tym, aby dzięki zapewnieniu przez nas stabilności w naszym południowym sąsiedztwie ludzie mogli pozostać tam, gdzie chcą, w warunkach dobrej koniunktury gospodarczej i demokracji, a nie w poczuciu, że będą musieli uciekać z powodu przemocy, braku szans lub innych trudności.

Następnie mamy całą tę kwestię strefy zakazu lotów i roli rozwiązań o charakterze militarnym. Mówiłam o pracy nad czymś, co nazwaliśmy rozsądnym planowaniem, prowadzonej wspólnie z Komitetem Politycznym i Bezpieczeństwa (KPiB), którą kontynuowaliśmy wczoraj wieczorem. Do dyskusji tych odnosimy się w trakcie naszych rozmów z ONZ, które – o czym też wspomniałam – aktualnie trwają, oraz z NATO, w czym wezmę udział jutro. Oczywiście rozmowy te odbywają się w łączności z naszymi partnerami. Liga Arabska omówi sprawę strefy zakazu lotów w sobotę.

Jednak głęboko utkwiło mi w pamięci również to, co powiedział sekretarz generalny Ligi Arabskiej do mojej delegacji, która go wczoraj odwiedziła: musimy określić, czego potrzebujemy, ponieważ strefa zakazu lotów oznacza dla różnych ludzi różne rzeczy. Myślę, że jeśli dopilnujemy, by wszystko, cokolwiek będzie robione, było robione jak należy, to spotka się to z bardzo dobrym odbiorem tego Parlamentu. Musimy być pewni, że niezależnie od tego, jakie rozwiązanie wybieramy, dzieje się to z pełną świadomością tego, co robimy i z poparciem ludzi, których będzie to dotykać. W tym względzie odnoszę się tu ponownie do potrzeby dalszego prowadzenia dyskusji i dialogu z Unią Afrykańską i z Ligą Arabską.

Moglibyśmy – i być może powinniśmy – zorganizować szeroką debatę na temat, o którym zaczęłam pisać w prasie, a który brzmi „izolacjonizm kontra zaangażowanie”. Jest to prawdziwe wyzwanie, a temu panu, który pokazywał fotografie, powiem, że tak, oczywiście, jeśli jest Pan przewodniczącym Rady Europejskiej i jako przewodniczący udaje się na szczyt afrykański odbywający się w Libii, to zorientuje się Pan, że będzie fotografia przewodniczącego z Kaddafim. Oczywiście. Są zdjęcia wielu ludzi. Była też fotografia ukazująca naszego szanownego przewodniczącego grupy ALDE w składzie tej samej grupy. Są zdjęcia, które może Pan zrobić przy wielu okazjach, kiedy to ci z nas, którzy zajmują odpowiedzialne stanowiska, muszą wymieniać przyjazne gesty z ludźmi, z którymi zapewne nie chcieliby tego robić.

Myślę więc, że nieuczciwie jest pokazywać zdjęcie Hermana van Rompuya – pełniącego obowiązki przewodniczącego Rady Europejskiej w imieniu nas wszystkich w państwie przyjmującym – uwiecznionego z osobą będącą gospodarzem tego spotkania. To, czy wolelibyśmy, aby Unia Afrykańska zorganizowała swój szczyt gdzie indziej, to inna sprawa; także oczywiście to, czy powinniśmy byli przekazywać im przy wielu okazjach jakieś uwagi, że być może powinna tak zrobić. Ale w końcu jeździmy na spotkania z Unią Afrykańską w te miejsca, które Unia Afrykańska zasugeruje. Może się to nam nie podobać – i to jest prawdziwa debata. Myślę, że w pewnym momencie musimy się w nią włączyć, ponieważ moja ogólna zasada jest taka, że zaangażowanie jest lepsze od izolacji. W niektórych okolicznościach izolacja jest bardziej skuteczna, ale zaangażowanie jest lepsze.

To powiedziawszy, dałam również jasno do zrozumienia, że mieliśmy szansę zakończyć izolację Kaddafiego. Teraz przyszedł czas, aby z powrotem wysłać go w niebyt – na dobre. To też jest bardzo ważne: mieć rozeznanie, co i w jaki sposób angażujemy, i być gotowym, by to zrewidować, zmobilizować się i powiedzieć: że zrobiliśmy to z wielu powodów, które uważamy za słuszne, bez względu na to, o jaki kraj chodzi; że uważamy, iż w tych okolicznościach zaangażowanie jest lepsze, choć istnieją okoliczności, w których nie byłoby to właściwe i okoliczności, w których nawet jeśli to robiliśmy, teraz nie jest to już właściwe.

Bądźmy jednak uczciwi, nie zasiewajmy wątpliwości używając fotografii i innych rzeczy ukazujących, że robili to czy tamto. Zasadniczo ludzie najlepiej sprawdzają się w bardzo trudnych sytuacjach i myślę, że powinniśmy być dumni z przewodniczącego Rady, który próbował być przedstawicielem państw członkowskich.

Chciałabym jeszcze tylko powiedzieć coś o etykietkach. Dużo słyszeliśmy o planie Marshalla. Ktoś nazwał go nawet planem Ashton. Nie, zrealizujmy plan libijski, plan egipski lub plan tunezyjski, będący własnością mieszkańców tych krajów, w których angażujemy się w działania i którym proponujemy wsparcie.

Nie chcę sporządzać planu, który ukończymy i powiemy potem tak: nie zgadniecie! Przyszliśmy do Was, aby dać Wam plan dla waszego kraju. – Nie, nie róbmy tego. Bądźmy naprawdę ludźmi, którzy oferują wsparcie poprzez zagwarantowanie, że w tym planie będzie wszystko, czego moglibyśmy potrzebować, by wspierać demokrację.

W tym Parlamencie są ludzie, którzy mają wieloletnie doświadczenia, którzy przeżyli rewolucję i zmiany i mogą zaoferować bardzo wiele. Usilnie wierzę – i mówiłam o tym w tych krajach – że wezwą one tych ludzi (jeśli uznają, że będzie to cenne), którzy to przeżyli i nie tylko wiedzą, co było skuteczne, ale też potrafią powiedzieć, co nie działało. Możliwe że to, czego należy unikać, jest równie ważne jak to, co należy robić.

Zgadzam się, że musimy przyglądać się temu, co robi UE, jakimi narzędziami dysponujemy, czy mamy ich pod dostatkiem i czy powinniśmy raz jeszcze pomyśleć, co możemy robić. Ponieważ – jak słusznie Państwo zauważyli – działam na podstawie mandatu, który otrzymałam, mogę działać tylko w jego ramach. Mandat ten zezwala mi na pewne działania, ale zasadniczo wymaga się ode mnie, abym mobilizowała instytucje i 27 krajów do uzgodnionych wspólnych wysiłków.

Na koniec uwaga o rozgłosie w mediach i słuchaniu. Myślę, że nadałam temu wszystkiemu więcej rozgłosu w świecie, niż ktokolwiek inny. Wszędzie byłam obecna w eterze. Jako pierwsi wypowiadaliśmy się w sprawie ustąpienia prezydenta Mubaraka, i miałam bardzo wiele kontaktów z mediami. Ale też znacznie więcej zrobiłam bez asysty mediów. Znów jest to coś, co uważam za ważne, ponieważ bardziej niż czegokolwiek innego potrzebujemy słuchać. Wszyscy odwiedzamy te kraje, odwiedza je wielu gości z całego świata i to jest wspaniałe – chociaż czasem myślę, że musimy dać im miejsce i czas, by mogli wspólnie pracować nad planami, co umożliwiłoby im rozmawianie z nami w sposób jeszcze bardziej przemyślany. Ale musimy też słuchać; jeśli jest coś, do czego chciałabym wezwać nas wszystkich, to właśnie do tego, aby poświęcić swój czas i naprawdę słuchać – powiem to także państwom członkowskim – tego, co mówią ludzie tam, na miejscu; pójść na plac Tahrir, tak jak ja, porozmawiać z młodymi ludźmi w Egipcie, z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego w Tunezji, i nawiązywać kontakty z Libijczykami tam, gdzie możemy – rozmawiać o tym, czego chcą w przyszłości i robić wszystko, co możemy, by ich poprzeć.

 
  
MPphoto
 

  Edward McMillan-Scott (ALDE) Panie Przewodniczący! Być może baronessa Ashton mogłaby przedstawić swoją opinię w następującej sprawie. Ten Parlament niemal jednogłośnie jest zdania, że uznanie przez Unię Europejską Tymczasowej Przejściowej Rady Narodowej, obecnie mającej siedzibę w Benghazi, będzie niezmiernie ważnym sygnałem politycznym, który umożliwi dostarczenie do tego kraju pomocy humanitarnej i innej pomocy o strategicznym znaczeniu. W tej kwestii baronessa Ashton nie udzieliła odpowiedzi, choć podniosło ją wielu mówców. Czy mogłaby tylko powiedzieć nam, jakie jest jej zdanie i czy mogłaby w piątek przekazać tę wiadomość Radzie?

 
  
MPphoto
 

  Catherine Ashton, wiceprzewodnicząca Komisji/wysoka przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa – Panie Przewodniczący! Nie odpowiedziałam na to, słyszałam to i jestem tego bardzo dobrze świadoma. Są dwa powody, dla których nie udzieliłam tu odpowiedzi. Jeden jest taki, że zakładałam, iż przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który będzie przemawiać w Radzie Europejskiej, przekaże – jak zawsze – to, o czym była mowa w Parlamencie i co zostało uzgodnione w rezolucjach. Myślę, że to właściwy sposób, aby Parlament był w należyty sposób reprezentowany. Drugi powód jest taki, że decyzję podejmą państwa członkowskie. Tak więc to nie był brak uznania; istotnie, zeszłego wieczoru spotkałam się z Panem. Próbowałam po prostu uhonorować Parlament, uznając rolę przewodniczącego.

 
  
MPphoto
 

  Mario Mauro (PPE) (IT) Panie Przewodniczący, Pani Komisarz, Panie i Panowie! W świetle tego, co powiedział poseł McMillan-Scott, nie potrafię się zorientować, czy propozycja dotycząca uznania libijskiej Tymczasowej Przejściowej Rady Narodowej znajdzie się wśród propozycji, które Pani i Komisja przedstawią Radzie.

Zrozumiałem, że jest Pani szczęśliwa, iż Parlament o tym mówi, ale czy Komisja i baronessa Ashton złożą tę propozycję w trakcie posiedzenia Rady 11 marca, obok innych projektów czy projektów z własnej inicjatywy? Tak brzmi nasze pytanie.

 
  
MPphoto
 

  Catherine Ashton, wiceprzewodnicząca Komisji/wysoka przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa – Panie Przewodniczący! Mogę robić tylko to, na co pozwala mi mój mandat. Nie liczą się w tym moje osobiste opinie. Państwo posłowie muszą to zrozumieć.

Spotkałam się z Radą i słyszałam, o czym mówili Państwo w Parlamencie. Przewodniczący Parlamentu będzie o tym mówić. Jak powiedział poseł Cohn-Bendit, jest to bardzo ważne, ale nie mogę stać tu dzisiaj i mówić: „dlatego też zalecam...”. Musimy realizować to, co uzgodni Parlament po tym, jak przegłosuje rezolucję – a ja widzę, co Parlament sugeruje. Następnie przekażemy przewodniczącemu Rady Europejskiej informacje w celu przygotowania konkluzji Rady Europejskiej – co leży w jego gestii – na spotkanie i dyskusje Rady Spraw Zagranicznych oraz dla Parlamentu, któremu konkluzje te przedstawi jego przewodniczący. Następnie Rada Europejska podejmie decyzję.

Nie próbuję unikać tego problemu. Mówię po prostu, że muszą Państwo rozpocząć wspólną pracę nad tym wszystkim, a potem podjąć decyzję. Nie oznacza to w żadnym razie braku szacunku z mojej strony dla Rady Przejściowej, lecz raz jeszcze – musimy działać we właściwy sposób i mieć pewność, że robimy to z ufnością i spokojem.

 
  
MPphoto
 

  Przewodnicząc y Oddaję teraz głos posłowi Cohnowi-Benditowi, aby wygłosił ostatnią mowę, po której zakończymy debatę. Chciałbym tylko przypomnieć baronessie Ashton – chociaż jestem pewien, że ona o tym wie – że jako wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej otrzymuje swój mandat także od Parlamentu – a więc nie tylko od Rady.

 
  
MPphoto
 

  Daniel Cohn-Bendit (Verts/ALE) – Panie Przewodniczący! Chciałbym powiedzieć baronessie Ashton – i mogę powiedzieć to po angielsku – że w jej mandacie widnieje zapis, że jej obowiązkiem jest przedstawianie wniosków państwom członkowskim. To jej mandat, więc chcemy, aby traktowała go poważnie. Po debacie w Parlamencie i rezolucji, którą będzie Pani czytać, Baronesso Ashton, wie Pani, że będzie w nim ogromna większość, która będzie traktować to poważnie i będzie chciała przedstawić ten wniosek Radzie. Jeśli nie, to dojdzie do wielkiego kryzysu pomiędzy Panią a Parlamentem Europejskim.

 
  
MPphoto
 

  Catherine Ashton, wiceprzewodnicząca Komisji/wysoka przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki zezpieczeństwa – Panie Przewodniczący! Nie zgadzam się z ideą wielkiego kryzysu. Bardzo jasno wyjaśniłam Państwu, Panie Pośle Cohn-Bendit, czym dokładnie jest mój mandat. Uznanie jakiegoś rządu to uznanie, którego udziela Rada Europejska. Mandat Wysokiego Przedstawiciela polega na tym, żebym wystapiła z przedstawianymi mi pomysłami, omówiwszy je uprzednio z instytucjami, i przekazała w trakcie piątkowej Rady Europejskiej przedstawione mi w danej sprawie opinie. Podjęcie decyzji zależy od państw członkowskich.

Od tego przejdę do rozmów z przewodniczącym Rady Europejskiej – którego przedstawiciel jest tu obecny – i omówię to z przewodniczącym Komisji. My również, za pośrednictwem instytucji, przygotujemy opinie na piątek oraz na posiedzenie Rady Spraw Zagranicznych, która odbędzie się jutro. Nie unikam tego, ale jest absolutnie słuszne i właściwe, aby państwa członkowskie podjęły decyzję w sprawie uznania jakiegoś rządu. Bardzo dobrze słyszę, co mówi Parlament.

Niech to nie będzie kryzys. Nie uchylam się przed niczym. Mówię Państwu po prostu, że powinniśmy to zrobić we właściwy sposób, dla dobra tych ludzi i mieszkańców Libii.

 
  
MPphoto
 

  Przewodniczący – Otrzymałem sześć projektów rezolucji(1) złożonych zgodnie z art. 110 ust. 2 Regulaminu.

Zamykam debatę.

Głosowanie odbędzie się w czwartek, 10 marca 2011 r.

 
  
MPphoto
 
 

  Louis Grech (S&D), na piśmie – To niefortunne, że Europa tak niewiele się nauczyła ze swej przeszłości. Opóźniająca się odpowiedź Unii na sytuację w Libii dowodzi, że Europa aż do dziś utrzymuje niespójne i niejednolite podejście do krajów południowego wybrzeża Morza Śródziemnego. Jeśli Europa nadal będzie utrzymywać takie nastawienie, to istnieje możliwość, że ponownie dojdzie do kryzysu humanitarnego na taką skalę. Europa musi działać na dwóch frontach:

1) Reakcja polityczna i humanitarna. Pozwoli to zagwarantować, że uprawnione dążenia Libijczyków zostaną zrealizowane poprzez samodzielnie zbudowaną demokrację, dzięki której reżim ustąpi, pozwalając mieszkańcom regionu aktywnie realizować demokratyczne przemiany w tym kraju;

2) Przepływy migracyjne. Perspektywa wielkich ruchów migracyjnych z tego regionu jest obecnie zmartwieniem drugoplanowym, niemniej jednak wymaga reakcji. W przeszłości Unia przyjmowała ten problem do wiadomości, nie zdołała jednak wprowadzić w życie żadnego skoordynowanego i szeroko zakrojonego planu. Oto dlaczego wzywam do opracowania planu w rodzaju planu Marshalla, który będzie obejmować zintegrowaną politykę imigracyjną, opierającą się o zasady solidarności i podziału ciężarów, dzięki czemu wszystkie państwa członkowskie przyjmą do wiadomości, że żaden kraj nie jest w stanie samodzielnie podołać ogromnym i złożonym trudnościom, jakie wiążą się z wielkimi ruchami migracyjnymi; dotyczy to zwłaszcza mniejszych państw członkowskich.

 
  
MPphoto
 
 

  Andreas Mölzer (NI), na piśmie (DE) Powstania w regionie Maghrebu już miały swój wpływ na Europę – w postaci łodzi wypełnionych uchodźcami, spadków cen akcji i szoków cenowych na stacjach benzynowych, przy czym UE naiwnie oczekiwała co najwyżej tylko tego ostatniego. Jeśli wziąć pod uwagę wyższe ceny za surową ropę w połączeniu z silnym euro i podnoszeniem stóp przez Europejski Bank Centralny, nie można mieć wielkiej nadziei na spadek cen ropy. To po raz kolejny ukazuje nam, że jesteśmy bardzo zależni od dostaw ropy naftowej i że powinniśmy czynić wysiłki na rzecz znalezienia alternatywnych rozwiązań.

Apele rebeliantów o wprowadzenie strefy zakazu lotów stawiają nas przed dylematem. Będzie to wymagać od ONZ usankcjonowania tej bezpośredniej ingerencji w suwerenność państwa i w rezultacie – jak ostrzegają specjaliści – zniszczenia potencjału jego obrony przeciwlotniczej. Państwa UE muszą rozważyć nie tylko to, lecz także konsekwencje otwartej wojny domowej. Poza tym, jakie byłoby stanowisko UE, gdyby Kaddafi zmienił kurs? To jasne, że dyktatora nie da się zastraszyć samym przyjmowaniem agresywnych póz. Kaddafi pokazał, że na Zachodzie można jeździć jak na łysej kobyle, reszta dyktatorów przygląda się zaś z zainteresowaniem, co będzie dalej. UE musi teraz pokazać siłę swej polityki zagranicznej i podjąć wyraźne kroki w kierunku rozładowania konfliktu i demokratyzacji Libii.

 
  
MPphoto
 
 

  Mariya Nedelcheva (PPE), na piśmie (FR) Odejście Muammara Kaddafiego to sprawa pilna. Tak samo wszystko inne, a tym, co się liczy, są ludzie. Skupiamy się na dyktatorach, ale często naszej uwadze umykają ludzie, którzy ponoszą konsekwencje jako pierwsi. Procesu wyzwalania Libijczyków nie da się rozpocząć bez prawdziwych przemian politycznych w tym kraju. Przemiany demokratyczne zaś nigdy się nie powiodą bez prawdziwych przywódców opozycji. W tej chwili opozycja jest bardzo słaba. Nadanie jej większej widoczności to pierwszy krok do nadania rozmachu. Z drugiej strony potrzebna jest też silna strategia regionalna. Co się tyczy samej kwestii uchodźców, sąsiednie kraje nie potrafią dojść do porozumienia, tak aby napływający uchodźcy nie byli zatrzymywani na granicach. W rezultacie warunki zdrowotne pogarszają się, co powoduje wzrost napięć wewnątrz społeczności. Jeśli nie zapobieżemy temu kryzysowi humanitarnemu, ryzykujemy, że sytuacja szybko wymknie się nam spod kontroli.

 
  
MPphoto
 
 

  Edward Scicluna (S&D), na piśmie – Gratuluję mojej koleżance, Anie Gomes, przygotowanej przez nią rezolucji. Jestem jednak zawiedziony brakiem wsparcia ze strony PPE dla porozumienia wzywającego UE do przygotowania planu i uzyskania gotowości, by podołać następstwom kryzysu libijskiego – szczególnie w kontekście polityki i przesiedleń wewnątrz Unii. Nie mamy nawet planu A, nie mówiąc już o planie B.

Jak dotychczas pomoc niosło na wszelkie możliwe sposoby jedynie małe wyspiarskie państwo członkowskie leżące blisko Libii – Malta. Trzynaście tysięcy osób o 89 różnych narodowościach było ewakuowanych przez statki i linie lotnicze Malty, narażając je na wielkie ryzyko. Maltańczycy nie zrobili tego z uwagi na jakikolwiek akt prawny UE, a już na pewno ze względu na Frontex. Nie, oni działali z pobudek humanitarnych i znieśli obowiązek wizowy. To była zasada solidarności. Nie możemy przewidzieć, czy mamy do czynienia z napływem imigrantów na skalę biblijną, czy też nie. Z całą pewnością będzie on ogromny i bardzo znaczący dla Malty. Maltańczycy nie wnioskują o zastosowanie rozporządzenia Dublin II lub Frontex. Żądają oni solidarności i polityki przesiedleń wewnętrznych w oparciu o zasadę podziału obciążeń. Jest rzeczą bardzo rozczarowującą i niezrozumiałą, że PPE uchyla się od tej odpowiedzialności.

 
  
MPphoto
 
 

  Traian Ungureanu (PPE), na piśmie – Wydarzenia w Libii i w południowych krajach ościennych UE oznaczają kres dotychczasowej polityki i sprawdzian dla przyszłych polityk. Przez ostatnie niemal 40 lat dominuje podejście polegające na utrzymywaniu status quo. Ta polityka przyniosła Europie korzyści w postaci stabilności i bezpiecznego dostępu do źródeł energii. Lekceważono w niej jednak społeczeństwa Afryki Północnej i świata arabskiego. Wiemy o tym, ponieważ te społeczeństwa w dramatyczny sposób dały znać o swoim istnieniu, czym zaskoczyły wszystkich. Potrzebna jest poważna zmiana kursu politycznego w kierunku aktywnego wsparcia dla raczkującego społeczeństwa obywatelskiego krajów arabskich. Lecz to nie powinno być usprawiedliwieniem dla pochopnych decyzji, które mogą zniweczyć naszą politykę sąsiedztwa.

Europejska polityka sąsiedztwa powinna nadal funkcjonować właśnie jako polityka. Nie należy zastępować jej nieskoordynowanymi działaniami. Dyskutowano o pomyśle odebrania środków finansowych europejskim programom Partnerstwa Wschodniego i przydzielenia ich Południu. Byłby to negatywny sygnał dla społeczeństw naszego sąsiedztwa wschodniego. Co więcej, takie przesunięcie środków nie ma żadnych racjonalnych podstaw. Wydatki per capita na południu i na wschodzie nie są niezrównoważone. Są w zasadzie równe. Problem nie polega na tym, ile wydajemy, lecz jak wydajemy.

 
  

(1)Patrz protokół.

Ostatnia aktualizacja: 20 lipca 2011Informacja prawna