Przewodniczący. − Panie i panowie! To wspaniały dzień dla Parlamentu Europejskiego, a jest on taki, ponieważ gościmy dzisiaj jednego z naszych byłych posłów - człowieka, który teraz jest prezydentem Republiki Estonii, naszego byłego kolegę pana Hendrika Ilvesa! Chcielibyśmy gorąco powitać pana w Parlamencie Europejskim!
(Głośne i długotrwałe oklaski)
Panie i panowie! Gdy doświadczamy takiego honoru jak ten, dobrze jest patrzeć nie tylko na teraźniejszość, ale wspomnieć także, jak długą i poważną drogą było dla nas poszerzenie naszego grona o posła wraz z innymi posłami z Estonii – i z Łotwy i Litwy, jeśli ograniczymy się do krajów bałtyckich w pierwszym rzędzie – którzy zostali wybrani posłami Parlamentu i których kraje, wolne kraje, które były przez dekady rządzone przez totalitarny komunizm, są tu reprezentowane od czasu, gdy Estonia odzyskała wolność.
Obecny tu poseł wybrany został demokratyczną decyzją ludności na prezydenta swojego kraju. Jest on osobą z Estonii, która bardziej niż inni związana jest z przyszłością Europy, jak i oczywiście z jej teraźniejszością. Początkowo, jako minister spraw zagranicznych swojego kraju, prowadził on negocjacje członkowskie w Unii Europejskiej i został następnie obserwatorem w Parlamencie Europejskim na okres roku od 2003 roku do wyborów bezpośrednich w 2004 roku i ostatecznie posłem Parlamentu Europejskiego aż do wyboru na stanowisko prezydenta Republiki Estonii we wrześniu 2006 roku. Prezydent Hendrik Ilves objął fotel prezydenta Estonii 9 października 2006 roku.
Panie prezydencie Ilves! To wielka radość móc witać Pana tu w imieniu Parlamentu Europejskiego, który jutro obchodzi swoją 50. rocznicę. Pana wizyta jest w pewnym sensie początkiem obchodów i chciałbym prosić Pana o przemówienie do Parlamentu Europejskiego. Jeszcze raz gorąco pana witamy!
(Oklaski)
Toomas Hendrik Ilves, prezydent Republiki Estonii. − (ET) Moi przyjaciele! Pozwólcie, iż rozpocznę od życzeń wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Moi drodzy przyjaciele i koledzy, koledzy w dosłownym tego słowa znaczeniu, przyjaciele, za którymi tęskniłem przez ostatnie półtora roku. Gdy rozglądam się i widzę tu was wszystkich – stąd wydaje się, że jest was o wiele więcej niż patrząc z miejsca 131, gdzie zwykłem siedzieć.
Nie potraficie sobie wyobrazić, jak wielkie robicie wrażenie jako Parlament Europejski. Wiem, musiałem opuścić to miejsce, zanim to sobie uświadomiłem. Ale pozwólcie, że przejdę teraz do mojej obecnej roli - prezydenta mojego kraju.
Dzisiaj, gdy Estonia rozpoczyna piąty rok jako członek Unii Europejskiej, nie jesteśmy już „nowymi członkami” uczącymi się rzemiosła. Naprawdę wierzę, że nadszedł już czas, by odłożyć na bok zwrot „nowe państwo członkowskie” jako anachronizm pozbawiony znaczenia.
(Oklaski)
Dziś nie ma nowych lub starych państw członkowskich. Są tylko państwa członkowskie. Wyrażenie „nowe państwo członkowskie” nie oznacza nawet dzisiaj „biedniejsze państwo członkowskie”, jako że niektórzy z nas dogonili już „stare państwa członkowskie”.
Dzisiaj w ramach Unii mamy koalicje wspólnych interesów, stanowisk partii, a tworzą się one w każdym wymiarze – małe lub duże państwa członkowskie, kraje przemysłowe i handlowe itd. Ale podstawą nie jest nigdy czas lub długość członkostwa.
Tutaj, dziś, chcę spojrzeć dziesięć lat w przód, gdy wszyscy będziemy starymi bądź starszymi państwami członkowskimi. Do momentu 100 lat po pierwszej straszliwej europejskiej wojnie domowej XX w. Rozmawiamy o Unii jako odpowiedzi na drugą europejską wojnę domową, jako sposobie zorganizowania naszego kontynentu tak, aby nie powtórzyły się straszne wydarzenia II wojny światowej.
Nie możemy jednak zapominać o fakcie, iż jedna trzecia (a możliwe, że nawet więcej) członków dzisiejszej Unii Europejskiej zyskała niepodległość na ruinach I wojny światowej. Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska (po 140 latach nieistnienia), dawna Czechosłowacja, razem z Węgrami i Austrią, które teraz znamy, wszystkie powstały w XX w. razem z upadkiem imperiów, tych międzynarodowych superpotęg. Powstały nowe kraje oparte na samostanowieniu.
Podnoszę ten punkt, ponieważ mój kraj, tak jak wielu innych dzisiejszych państw członkowskich, rozpoczął istnienie przez odrzucenie jarzma wymuszonego członkostwa w wielkich, despotycznych, niedemokratycznych ponadnarodowych tworach – zwanych inaczej imperiami.
Estonia, jak wiele innych, zdołała wyłonić się jako państwo nie mniej niż dwa razy. Jednak dziś zebraliśmy się wszyscy, aby zbudować nasz własny ponadnarodowy twór – i nową tożsamość, naszą Unię Europejską.
Zrobiliśmy to nie dlatego, że zostaliśmy podbici lub jesteśmy okupowani, ale dlatego, że mamy wolność, by tak uczynić. I dlatego że wierzymy, że jest to słuszne. Jest to także realizowaniem naszego prawa do samostanowienia.
Mówię o tym, ponieważ za dziesięć lat Estonia będzie miała po raz pierwszy przywilej i odpowiedzialność prezydencji i mamy wielką nadzieję, że gdy do tego dojdzie, nie będziemy już borykać się z problemami, z którymi walczymy dziś. Właśnie z tego powodu chcę dzisiaj mówić o rzeczach, które będą ważne za co najmniej dziesięć lat.
Wreszcie, mówię o tym, ponieważ nasz cykl wyborczy i cykl wyzwań, jakim stawiamy czoła, nie są zsynchronizowane: radzimy sobie dobrze z problemami, które wpisują się w cztero-, pięcioletnie cykle.
Lecz wyzwania i napięcia, jakim stawia czoła dziś Unia Europejska, od energii do środowiska naturalnego, od konkurencji do rozszerzenia, od wspólnej polityki zagranicznej do migracji, są problemami strategicznymi wymagającymi odwagi i stanowczości działań w okresie o wiele dłuższym niż dwa, trzy cykle wyborcze.
Panie i panowie! Mimo iż nie możemy przewidzieć przyszłości, możemy dostrzec niektóre trendy i zagrożenia. Nie brakowało dyskusji o dwóch, bliźniaczych zagrożeniach, z którymi się zmagamy: globalnym ociepleniu i zmniejszających się zasobach paliw kopalnych. Lecz te dwa problemy są problemami globalnymi i ich rozwiązanie, mimo iż na pewno niemożliwe bez Unii Europejskiej, musi zostać uzgodnione na poziomie globalnym.
Ponadto w tym samym czasie Unia stawia czoła różnym trudnym wyzwaniom. Jeśli nie będziemy potrafili sobie z nimi poradzić, to może w ciągu dziesięciu lat, a na pewno w ciągu ćwierćwiecza, możemy stracić część względnego dobrobytu i sukcesu, którym cieszymy się dzisiaj. Te wszystkie wyzwania i napięcia związane są z konkurencyjnością Unii Europejskiej.
Gdzie są nasi konkurenci? Czy znajdują się oni wewnątrz Unii Europejskiej, czy na zewnątrz? Oczywiście odpowiedz brzmi:„obie odpowiedzi są prawdziwe”: konkurujemy zarówno na rynkach Unii Europejskiej, jak i na rynkach światowych.
Jeśli jednak spojrzymy na długoterminowe trendy globalizacji, musimy być wdzięczni Jeanowi Monnetowi i Jacques'owi Delorsowi za stworzenie wewnętrznego rynku w momencie, kiedy globalizacja nie była jeszcze dostrzegalnym zjawiskiem.
To wewnętrzny rynek pozwala poszczególnym krajom europejskim na utrzymywanie konkurencyjności na arenie światowej. Otwartość w ramach Europy, otwarcie się na siły konkurencji wewnątrz Europy stało się motorem naszej światowej konkurencyjności.
Obecne myślenie w Unii Europejskiej nie zawsze daje powody do bycia optymistą z dwóch powodów: po pierwsze, nijaka implementacja strategii lizbońskiej - naszego własnego programu powstałego w dobrej wierze i mającego na celu zwiększenie innowacji i konkurencyjności.
(Oklaski)
Po drugie, rosnący protekcjonizm Unii Europejskiej skierowany nie tylko do świata zewnętrznego, ale także panujący wewnątrz jej własnych granic.
Pozwólcie, że odniosę się to tych dwóch problemów po kolei. W okresie, w którym moje własne państwo właśnie powstało z pięćdziesięcioletniego zacofania narzuconego przez Sowietów, zamartwiałem się tym, jak długo zajmie zbudowanie infrastruktury potrzebnej w Estonii.
Mimo to w niektórych obszarach, takich jak informatyka, Estonia może konkurować jak równy z równym. Inwestycje sektorów prywatnego i publicznego w informatyzację pozwoliły krajowi osiągnąć poziom powyżej średniej Unii Europejskiej i w późnych latach dziewięćdziesiątych w polu elektronicznej administracji i usług w niektórych sektorach, takich jak bankowość, osiągnięto poziom, na jakim znajduje się bardzo niewiele państw w Europie.
Nacisk, jaki moje państwo położyło na rozwój IT, opłacił się, ponieważ uczynił nas bardziej konkurencyjnymi. Ale to nie wystarczy. Generalnie Estonia, tak jak reszta Europy, pozostawia innowację w dziedzinie nauk i rozwoju innym.
Innowacje przychodzą zazwyczaj najpierw, bądźmy szczerzy, ze Stanów Zjednoczonych, które zależne są od drenażu mózgów, najinteligentniejszych i najlepszych, z Europy, jak również z Indii i Chin, by podtrzymywać wysoki poziom konkurencyjności. Musimy na poważnie zająć się tym problemem w długoterminowej perspektywie.
Jesteśmy przeciwni imigracji, nasze dzieci coraz rzadziej wybierają studia matematyczne, nauki ścisłe i inżynierię, a my wybieramy odcięcie się od konkurencji w ramach Unii Europejskiej w jednym z najbardziej konkurencyjnych sektorów światowej gospodarki: usługach.
Konkurencja lub jej brak w ramach Unii Europejskiej ma także implikacje dotyczące bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę rolę energii, jest zrozumiałe, że wiele krajów w Unii Europejskiej chce ochronić swoje firmy przed konkurencją i jest przeciwnych liberalizacji rynku energii.
Jest to zrozumiała reakcja. Jednakże dziś największym źródłem energii dla Europy jest kraj, który ogłosił się „superpotęgą energetyczną” i oświadcza na stronach swojego ministerstwa spraw zagranicznych, że energia jest narzędziem polityki zagranicznej. „ ,”
Jest oczywiste, że w przyszłości, jeśli chcemy uniknąć poddania członków Europy polityce dzielenia i rządzenia lub zaciekłej walki o lepsze kontrakty na gaz, którą już widzimy w ramach Unii Europejskiej, nie unikniemy ustanowienia wspólnej polityki energetycznej.
(Oklaski)
Wraz z Komisarzem do spraw Energii z uprawnieniami negocjacyjnymi Komisarza do spraw Handlu.
Lecz byśmy mogli stworzyć wspólną politykę energetyczną, tak jak mamy wspólne zasady handlowe, konieczne jest spełnienie warunku sine qua non polityki zewnętrznej, czyli zliberalizowanie rynku wewnętrznego.
Tak więc gdzie się znajdujemy, gdy patrzymy w przyszłość? Koreańczycy i Japończycy cieszą się wskaźnikami dostępu do Internetu o wiele wyższymi niż większość Europejczyków, z o wiele tańszymi opłatami za łącza szerokopasmowe; Azja i USA produkują (lub w przypadku USA, również kształcą i zatrudniają z innych miejsc) o wiele więcej inżynierów i naukowców.
To nie wróży dobrze. Doprowadzi to do stopniowego upadku Europy i europejskiej konkurencyjności w zglobalizowanej gospodarce. Chyba że, oczywiście, coś z tym zrobimy.
Pierwszym krokiem, dla Estonii, jest traktat reformujący i chciałbym podziękować portugalskiej prezydencji za jej wspaniałą pracę nad rozwiązaniem tej kwestii. Bez rozszerzenia głosowania kwalifikowaną większością zostalibyśmy sparaliżowani, bez prezydenta i ministra spraw zagranicznych będziemy po prostu osiągać efekty nieadekwatne do naszej pozycji.
Przykładem tego, jak Europa nie potrafi wykorzystać swojej pozycji, jest nasza Polityka Sąsiedztwa. Dokument Rady Europy dotyczący stosunków zagranicznych stwierdza, że (cytuję): „Wbrew temu, co myśli wielu ludzi w Europie, rosyjska polityka sąsiedzka jest lepiej rozwinięta, lepiej skoordynowana i lepiej wdrażana niż europejska. Rosja stosuje więcej niż Unia Europejska politycznych, gospodarczych i nawet militarnych środków, by wpływać na swoich sąsiadów”. Koniec cytatu.
To nie świadczy dobrze o naszej osławionej „miękkiej sile”. Nasza polityka sąsiedzka związana jest z fundamentalny m pytaniem długookresowym: co się wydarzy w ciągu dziesięciu lat? Istnieją dwa aspekty tego pytania: jak duzi będziemy za dziesięć lat i jakie będzie środowisko nas otaczające?
Jak duża będzie Unia Europejska w 2018 roku? Nie wiemy, ale decyzja zależy od nas. Oczywiście, nie będziemy tak wielcy, jak niektórzy z nas by chcieli, ale na pewno będziemy więksi niż dzisiaj. Na wschód i południe od nas leżą kraje, które z pewnością nigdy się nie przyłączą.
Wydaje mi się, że jednym z naszych podstawowych zmartwień powinno być to, by różnice w dobrobycie gospodarczym między Unią Europejską a jej sąsiadami nie były tak duże, aby spowodować falę nielegalnej imigracji lub uchodźców politycznych.
Dlatego też wydaje się, że nie wyciągnęliśmy wniosków z naszego własnego dobrego doświadczenia, czyli z wcześniejszych rozszerzeń. Planujemy zwiększyć pomoc dla krajów zewnętrznych, nie warunkując jej reformami. Przez nasze banki rozwoju wspieramy rozwój krajów, które prowadzą z Unią Europejską bardzo antagonistyczną politykę handlową.
Musimy także zdać sobie sprawę, że nasz model nie jest dzisiaj jedynym. Sam Francis Fukuyama przyznaje, że heglowskie marzenie o nieubłaganym marszu historii w kierunku liberalnej demokracji nie przetrwa próby czasu. Po co są wymagania antykorupcyjne Banku Światowego w udzielaniu pożyczek krajom rozwijającym się, kiedy niezawisłe fundusze dają lepsze oferty bez dodatkowych obwarowań?
Nie mieliśmy racji, kiedy myśleliśmy, że żyjemy w odideologizowanym świecie. Natomiast powstanie despotycznego kapitalizmu jako alternatywy dla demokratycznej gospodarki rynkowej jest prawdopodobnie najnowszą ideologiczna, intelektualną i moralną bitwą, którą musimy stoczyć.
(Oklaski)
Oczywiście musimy przemyśleć nasze strategie, ale nie będzie to wystarczające. Potrzeba nam więcej odwagi; potrzebujemy wizji i zrozumienia tego, gdzie my i świat będziemy za 20 lub 25 lat, w momencie gdy nawet potęga gospodarcza dzisiejszych Niemiec zostanie zmarginalizowana przez Indie i Chiny.
Aby przygotować się na ćwierćwiecze, musimy rozpocząć planowanie już dziś. Mam wielką nadzieję, że w przyszłych wyborach do Parlamentu Europejskiego partie będą konkurować nie na bazie utrzymania dzisiejszego status quo, ale na podstawie ich wizji przyszłości.
Panie i panowie! Demokracja istnieje dla obywateli, bazuje na woli swoich obywateli i jest uzależniona od ich akceptacji. W tym celu stworzyliśmy instytucje - instytucje, które nowy traktat powinien dalej rozwinąć, gdy już zostanie uchwalony.
Nie powinniśmy delegować swojej odpowiedzialności na instytucje; tworząc służby spraw zewnętrznych lub rozszerzając zakres głosowania większością kwalifikowaną niewiele pomoże jeśli nie rozwiniemy bardziej fundamentalnego zrozumienia interesów europejskich.
Posiadanie wspólnych służb konsularnych jest usprawniającą reformą biurokratyczną. Utrudnianie wykorzystania weta jest samo w sobie mile widzianym krokiem dla Europy, ale zostanie tylko małym krokiem, jeśli kraje członkowskie stwierdzą, że ich interesy nie są brane pod uwagę.
Musimy wrócić do najbardziej fundamentalnego poziomu pojęciowego, który sprawił, że Unia Europejska odniosła sukces. Chodzi mianowicie o uznanie, iż interesy narodowe są najlepiej zaspokajane, jeśli wszyscy trochę ustąpimy, tak by Unia jako całość odniosła sukces. Nie mam na myśli przekazywania pieniędzy lub odstępnego krnąbrnym członkom nieskorym do zgodzenia się na proponowaną strategię. Mam na myśli nasze miejsce w świecie – oddzielnie jako państw i razem jako Unii Europejskiej.
Gdy mówimy o silnej Europie, musimy zdać sobie sprawę z tej jednej prawdy znanej nam wszystkim z polityki w naszych rodzimych krajach: nasz kraj jest silny na arenie światowej lub właśnie w Europie, kiedy jesteśmy silni wewnętrznie. Rządy, które cieszą się silnym poparciem, mogą sobie pozwolić na bycie stanowczymi na arenie międzynarodowej.
Jestem pewien, że jest to problem w całej Unii Europejskiej. Aby wytworzyć silniejsze poczucie europejskości w naszym elektoracie, musimy pójść nawet dalej niż propozycje Komisji, które zakładają, iż studenci uniwersytetów spędzą jeden rok na uniwersytecie w innym kraju członkowskim. Musimy aktywnie zachęcać do tego w naszych krajach, tak, by nasi obywatele, a nie tylko urzędnicy, mogli poznać siebie nawzajem.
Oznacza to oczywiście, że musimy poprawić poziom znajomości języków. Po dziesięciu latach powinniśmy być w stanie patrzeć Unię, gdzie każdy student uniwersytetu zna język innego państwa członkowskiego i nie mam tu na myśli angielskiego, ponieważ angielski tak dominuje w nauce i biznesie, rozrywce i Internecie, że nie uważa się go już za język obcy. Mam na myśli na przykład Portugalczyka mówiącego po polsku, Estończyka mówiącego po hiszpańsku i Szweda mówiącego po słoweńsku.
Musimy także więcej myśleć w kategorii regionów. Tutaj Parlament pokazał, że potrafi odgrywać większą rolę, niż kiedykolwiek można było sobie wyobrazić. Jestem dumny, że inicjatywa, z którą byłem związany, strategia dla regionu Morza Bałtyckiego, jest jedną z pierwszych strategii Unii Europejskiej, które się właśnie tutaj narodziły, tutaj w Parlamencie Europejskim, nie w Radzie czy w Komisji, a dzisiaj ta inicjatywa staje się programem Unii Europejskiej.
(Oklaski)
To właśnie Parlament jest łącznikiem z pomiędzy instytucjami Unii Europejskiej a jej mieszkańcami, który sprawia, że Unia działa. Dlatego to właśnie tutaj, drodzy koledzy, możecie odnaleźć delikatną równowagę pomiędzy interesami waszych wyborców a interesami Unii. To jest rzecz, jakiej żadna inna instytucja nie może zrobić, i nikt inny nie zrobi tego tak dobrze jak wy.
Czcigodni członkowie Parlamentu Europejskiego! Nie mniej ważnym dla obywateli Europy, dla Europy obywateli europejskich, jest wiedzieć, kim jesteśmy, skąd pochodzimy i jak się tu znaleźliśmy.
To w tych izbach jeden z kolegów zwrócił się raz do mnie podczas przemówienia posła do PE dotyczącego masowych deportacji w kraju tego właśnie posła i zapytał się: „Dlaczego wy nie możecie zapomnieć o przeszłości i myśleć o przyszłości?”.
Wszyscy sądzimy, iż znamy historię Europy, i jest dla nas dyskomfortem słyszeć, że Europa, jaką znamy, jest właściwie tylko jedną częścią Europy, jak Norman Davies - wielki historyk Europy - tak dobitnie pokazał.
Lecz dzisiejsza Unia Europejska zawiera w sobie historię całej Europy, wraz z całą jej chwałą i niedolą. Jesteśmy dziś spadkobiercami zarówno reform społecznych Bismarcka, jak i reżimu Salazara. Pierwszej w świecie konstytucyjnej demokracji, jak i represji prowadzonych przez brutalne służby bezpieczeństwa wewnętrznego. To jest nasza Europa.
Ale fakt, że pierwszą demokracją konstytucyjną była Polska i że represje policji bezpieczeństwa miały miejsce dosłownie za murem Wirtschaftswunder są rzeczami, o których wiemy o wiele mniej niż powinniśmy.
Naszym zadaniem, panie i panowie, jest znać naszą Europę. Jeden z największych Europejczyków XX w., Salvador de Madariaga, żyjący na wygnaniu z reżimu Franco, powiedział to w ten sposób: „Ta Europa musi się narodzić. I narodzi się, kiedy Hiszpanie powiedzą: „nasze Chartres”, kiedy Anglicy powiedzą: „nasz Kraków”, kiedy Włosi będą mówić: „nasza Kopenhaga”, a Niemcy rozmawiać o „naszej Brugii”... Wtedy Europa będzie żyła. Ponieważ wtedy stanie się tak, że duch, który wiedzie Europę, wypowie ostateczne słowa stworzenia – „Fiat Europa”.” Tak powiedział Salazar de Madariaga.
Ale aby osiągnąć przyszłość Madariagi, musimy nauczyć się poznawać siebie nawzajem, swoje historie, ponieważ tylko wtedy możemy zbudować wspólną przyszłość. To także jest zadanie na następne dziesięć lat.
Panie i panowie! Próbowałem dzisiaj naszkicować wyzwania, którym będziemy musieli stawić czoła w przyszłości. Europa jeszcze nie skończyła swojego zadania, mamy nadal tak wiele do zrobienia. W moim rodzinnym kraju, Estonii, kiedy mamy wielkie zadanie do wypełnienia, duże przedsięwzięcie do przeprowadzenia, mówimy: obyśmy mieli siłę, by to zrobić.
Obyśmy wszyscy mieli siłę!
Dziękuję.
(Owacja na stojąco)
Przewodniczący. − Panie i panowie! Powstawszy z miejsc, klaskając tak entuzjastycznie, podziękowaliście Prezydentowi Estonii za jego tak stosowne i, dla nas jako Parlamentu Europejskiego, przyjazne, ale przede wszystkim dalekowzroczne przemówienie.
Prezydencie Ilves, mówił Pan o czymś, co leży w sercu Europy i co jest zrozumieniem siebie nawzajem i tego, jak myślimy. Gdy wiemy, jak myślimy, wiemy też, jak możemy razem działać.
Gdy mrowił Pan o wymianie młodych ludzi, wspomniałem – i sądzę, panie i panowie, że możemy być z tego dumni – gdy perspektywa finansowa miała zostać uchwalona i chciano obciąć fundusze na wymianę młodych ludzi, Program Erasmus i naukę przez całe życie, podnieśliśmy nasze głosy i powiedzieliśmy: perspektywa finansowa przyniesie rezultaty tylko wtedy, gdy raczej podniesiemy niż obniżymy fundusze na spotkania młodych ludzi, aby stworzyć zrozumienie i poczucie wspólnoty w Unii Europejskiej.
(Oklaski)
Pozwólcie mi powiedzieć jako podsumowanie – a robię to z pewnym wewnętrznym niepokojem: jeśli prezydent Estonii przypomina nam o historii, musimy powiedzieć, że historia Europy, naszego kontynentu, była dobra w wielu momentach dziejów, ale w wielu momentach kształtowana była także przez tragedię. To, co dziś robimy tu, w Parlamencie Europejskim, również jest odpowiedzią na doświadczenie historii.
To, że mówi to Pan do nas, zamienia dzień dzisiejszy w wielki dzień dla Parlamentu Europejskiego. Możemy iść drogą ku przyszłości jedynie, jeśli spojrzymy wstecz na historię, wyciągniemy z niej wnioski i będziemy potem razem działać na bazie wzajemnego zrozumienia i ducha wspólnoty, tak jak pan powiedział, prezydencie Ilves, dla dobra wspólnej Europy.
Wielkie dzięki, prezydencie Ilves!
(Oklaski)
OBRADOM PRZEWODNICZY: Edward McMILLAN-SCOTT Wiceprzewodniczący